FacebookRSSYoutube
  1. Loading ...

Porozmawiajmy o utopiach

Anarchia jest utopią, bo ludzie się organizują, szczególnie w momentach zagrożenia. Mechanizm może być taki, że ktoś sobie szuka protektora-seniora stając się jego wasalem. Tak tworzy się

feudalizm, który jest utopią, bo jest hierarchiczną strukturą, której kolejne szczeble wiążą bilateralne umowy senior-wasal. Senior może być jednocześnie czymś wasalem, ale jego wasal nie będzie wasalem jego seniora (zasada wasal mojego wasala nie jest moim wasalem), właśnie ze względu na bilateralność umów – po prostu senior umawiał się tylko ze swoim wasalem a już nie z wasalem wasala. Dla najwyższego seniora jest to sytuacja niedopuszczalna, bo buntujący się wasal, buntuje się z całym poddrzewem hierarchii. Najwyższy wasal namaszcza różnych hrabiów, murgrabiów i niższych baronów i tworzy pierwszą biurokrację. Tak powstaje

monarchia arystokratyczna (administracyjna), która jest utopią, bo nie zabezpiecza przed buntem wobec monarchy (czy najwyższego seniora), po prostu kanalizuje władzę w parę miejsc, jak hrabiowie etc… najwyższej arystokracji, która albo naparza się między sobą, albo chce obalić monarchę (fronda). Jeśli monarcha wygra, to może umocnić władzę i powstaje

monarchia absolutna, która jest utopią, bo co prawda arystokracja jest osłabiona, ale do głosu dochodzą niżej urodzeni. Wybucha

rewolucja, która jest utopią, bo nie może trwać wiecznie. Powstaje

kapitalizm, który jest utopią, gdyż wolny handel zagraża najbogatszym oligarchom, którzy nie chcą mieć żadnej konkurencji. Powstaje

oligarchia demokratyczna (administracyjna), która jest utopią, gdyż pod płaszczykiem dogadzania najniższym warstwom, tworzone jest prawo zabezpieczające oligarchów. Np. koncesje, które niby mają chronić ludzi przed nieuczciwymi producentami, tak naprawdę ograniczają wolną konkurencję i chronią oligarchów. Oligarchowie w swej niemal nieskończonej chciwości wywołują wojny i tak powstaje

oligarchia absolutna, która jest utopią, bo albo wygrywa któryś z nich, obwołuje się cesarzem albo i nie, w każdym razie powstaje cesarstwo (które notabene włada na gruzach dawnych państw), które po jakimś czasie staje się niewydolne z powodu rozległej biurokracji, jak i prawa służącego oligarchom a nie ludziom. Przychodzą barbarzyńcy, powstaje

anarchia, która jest utopią, bo…

Więc nie mówcie mi państwowcy, że anarchia jest utopią, bo każdy system władzy jest utopią ; )

Podobne artykuły:

W oczekiwaniu na Van Helsinga
"Eugenika- w imię postępu"
Chyba już po Unii
Unia z wizytą u ludożercy ;)
Módlmy się o wojnę
Macierewicz to goła baba
Debiut filmowy u Nicka

Puść to w lud, ku nauce!

Opublikowane przez w 2 lutego 2012. Umieszczone pod Cywilizacja,Najnowsze. Możesz śledzić wszystkie odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0. Możez zostawić odpowiedź lub trackback do tego wpisu

106 odpowiedzi Porozmawiajmy o utopiach

  1. 7aco Odpowiedz

    2 lutego 2012 w 20:12

    Witaj Hrabio,
    A jak to wygląda gdy rozerwiemy w dowolnym miejscu te zaklęte koło i rozciągniemy wzdłuż osi czasu? 

    • djans Odpowiedz

      2 lutego 2012 w 21:55

      Dobre. Ja bym jeszcze ze swojej strony dodał: który z systemów jest najbardziej wydajny (zdolny do konkurencji z pozostałymi) i jednocześnie najbardziej homeostatyczny?

      • hrponimirski Odpowiedz

        2 lutego 2012 w 23:10

        praktyka pokazała, że każdy ewoluował w kolejny system, więc żaden nie jest stabilny ; )

        dlatego wszystkie są utopijne;

        oczywiście to co przedstawiłem to model uproszczony;

        co ciekawe w każdym systemie poza zwykłym zdobyciem władzy (które może prowadzić do zmiany systemu) jest również ogólnoludzkie kombinowanie, jak się z tego systemu wykpić albo wykorzystać do własnych interesów

        jeśli chodzi o rozplecenie kręgu – to brak barbarzyńców oznacza komunizm i zamiast coup de grâce zadanego przez barbarzyńców rozpoczyna się powolna agonia, która kończy się w wyniku działania natury – głód, epidemie, etc.;

        ci, co przetrwają, żyją jakiś czas w błogiej anarchii, a potem cykl zaczyna się od początku

        • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

          2 lutego 2012 w 23:38

          Hrabio,

          chyba ci się lekko popieprzyły terminy. Utopia, to coś, czego się nie da zrealizować, a nie coś, co jest po prostu nietrwałe (w róznym stopniu). Tedy, opisując pewne historyczne fakty i je sobie ometkowując, poruszasz się w sferze konkretów, gdybyś zaś opowiadał o jakiejś utopii, czyli np. o liberalizmie, czy socjalizmie, to byś się poruszał w sferze fikcji. 
          Wiemy bowiem, że liberalizm utopią jest dlatego, że jedyną formą, w jakiej może być zrealizowany, jest jego własne zaprzeczenie- bolszewizm.
          Feudalizmy itp. nie są więc utopiami. Są faktami. Tak było.
          Tak, jak to projektują utopie nie było nigdy. I nie będzie. Dlatego są utopiami.
          Anarchia, którą tu opisałeś pokrótce, to też nie jest przecież jakoś kompatybilna z tymi ideologicznymi rojeniami, tylko chaos wywołany upadkiem cywilizacji (w róznych okresach też w czasie wojny). To nie był jakiś system, na takiej zasadzie, na jakiej postulują taki stan anarchiści. To był brak systemu wywołany jego upadkiem i trwające ładnych parę lat grab nagrabliennoje, gwałć i morduj kogo się da, oraz ratuj się kto może. 

          • hrponimirski Odpowiedz

            4 lutego 2012 w 13:39

            hmmm… tak na prawdę żaden system nie jest perfekcyjny, np. taki feudalizm…

            obok istniały alodia, czyli ziemia mająca swoich właścicieli nie będących niczyimi wasalami, ci ludzie nie płacili nawet podatków…

            więc albo żyli w błogiej anarchii albo te ich alodia to były osobne państwa…

            (choć w sumie lenno/pańczyzna to forma wynajmu, więc w sumie też ma mało z podatkami, podobnie jak niektóre cła, które de facto są wolnorynkowym mytem)

            i teraz UWAGA, UWAGA, taki wasal mógł oddać hołd kilku seniorom na raz – zakładając, że i tak nie wszyscy będą chcieli korzystać z jego usług naraz (podobnie jak linie lotnicze bukują więcej blietów niż jest miejsc w samolocie, czy choćby moje ulubione rezerwy cząstkowe w bankach), więc pojawiła się instytucja seniora liege czyli takiego priorytetowego, ale potem każdy chciałby być tylko liege, więc liege się zdewaluowało…

            bajdełej fajny tekst Ziemkiewicza o tym jak polecone na poczcie straciły znaczenie i wprowadzono priorytet

            dla Ziemkiewicza był to przykład rozłażenia się socjalizmu, ale widać feudalizm się też rozłaził…

            Tygrys kiedyś proponował był używać terminu realny liberalizm (analogicznie do socjalizmu), ale widać ten realny feudalizm też się różnił od tego modelowego

            ok – dla Ciebie tak na prawdę – głównym zarzutem, że to coś co teraz mamy to bolszewizm… zaprzeczenie…

            ale feudalizm też niby zakładał dowolność umów senior-wasal… a przecież często wasale byli zmuszani do tego by byli wasalami – tak jak mafia pobiera kasę za „ochronę”

            • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

              4 lutego 2012 w 13:47

              Hrabio, 
              twój błąd polega na tym, że do tego zagadnienia podchodzisz niejako od dupy strony.
              ;)
              Ty mówisz np. o jakimś feudalizmie modelowym. Przecież niczego takiego nie było. Nie było tak, że sobie jacyś ludzie usiedli i wymyślili feudalizm. Taki modelowy. I to zaczęło być wprowadzane w życie, w jednym miejscu bardziej, a w innym mniej modelowo. 
              Feudalizm nie był ideologią, która zakładała jakiś model. Feudalizm wyewoluował w sposób naturalny. Jasne, pod naciskami religijnymi z jednej i naciskami natury z drugiej. Ale samorzutnie powstał w tych okolicznościach przyrody.
              Liberalizm takiego czegoś nie zaliczył. Został wymyślony, a wszystkie próby wcielania w życie kończą się katastrofą. Niezależnie od tego, w jakiej to jest mutacji, czy rewolucyjnie francuskiej, czy w rewolucyjnie bolszewiskiej, czy w rewolucyjnie `68.
               

              • hrponimirski

                4 lutego 2012 w 14:31

                no właśnie – mówimy tu o modelach – oczywiście należy rozróżnić te które powstały samorzutnie i model powstał a posteriori od pewnych wymyślonych a priori i później implementowanych…

                ja a ni słowa nie napisałem o liberalizmie ; ) – nawet nie wiem co to jest ; )

                jeszcze raz odwołajmy się do tekstu – monarcha zauważył, że feudalizm można podrasować (adoptować do własnych celów) potem oligarchia zauważyła, że można adoptować kapitalizm do własnych celów ; )

                absolutyzm to raczej pomysł odgórny… z drugiej strony współczesna oligarchia też nie musi mieć jakiegoś planu NWO, a po prostu lobbuje za sprawami, które właśnie są jej potrzebne

                 

              • Artur M. Nicpoń

                4 lutego 2012 w 14:49

                No ale co ty rozumiesz pod tym: „monarcha zauważył”?
                Uważasz, że to był proces intelektualny, zaplanowany? Te zmiany?
                 

              • hrponimirski

                4 lutego 2012 w 16:21

                zauważy, bo dla niego to być albo nie być… zresztą władcą nie zostaje największy mięśniak tylko gość z najlepszymi social skills – a od jakiś szczegółów to ma kler ; )

                myślisz, że oligarchowie to też promują liberalizm? liberalizm promują naukowcy jak np. Sadurski

                zresztą to jest Speniowe – wojownik zamienił się w przedsiębiorcę a kapłan w naukowca ; )

                i cybernetyczne wojownik-przedsiębiorca – energia, kapłan-naukowiec – informacja

                 

              • Artur M. Nicpoń

                4 lutego 2012 w 16:54

                No ale to by wskazywało, że ty wierzysz w postęp! 
                No hrabio, proszę.
                To nie jest tak, że z biegiem czasu , zauważyli i postanowili, ale stosunki kształtowały się dynamicznie i sytuacja tak układała, że w jej obrębie pojawiały się takie możliwości a nie inne. 

            • 7aco Odpowiedz

              4 lutego 2012 w 15:00

              obok istniały alodia, czyli ziemia mająca swoich właścicieli nie będących niczyimi wasalami, ci ludzie nie płacili nawet podatków…

              Mieli suwerena – przykładem Smerdowie w państwie kijowskim, z resztą ‘zniewoleni’ z czasem i wciśnięci na dno piramidy społecznej.

              [...] feudalizm też niby zakładał dowolność umów senior-wasal… a przecież często wasale byli zmuszani do tego by byli wasalami – tak jak mafia pobiera kasę za „ochronę”

               Dowolność wyboru pomiędzy seniorami, jak najbardziej, była. Gdy liczbą elementów w zbiorze potencjalnych seniorów było jeden – też :D

              • hrponimirski

                4 lutego 2012 w 16:14

                no to właśnie napisałem, że czasem (albo często) był przymus…

                ruskie wocziny to insza inszość – Pipes o tym fajnie pisze…

                ale ogólnie z alodiami w sumie tak było – zresztą to jest odpowiedż na pytanie djansa – libertarianie z jednej strony rzeki mogliby dawać się podporządkowywać feudałom z drugiej i nawet nie zauważyliby, że nie ma anarchii, bo dla nich to byłaby prywatna agencja ochrony

                http://hrponimirski.salon24.pl/26784,protecto

                choć i feudałowie mogą wykupywać usługi w prywatnych agencjach ochrony i dalej im się będzie wydawać, że to jest feudalizm

              • 7aco

                4 lutego 2012 w 17:31

                Ciekawy tekst, ciekawa dyskusja pod spodem, mimo wyciachanego Artura (to blizny po tym jak walnąłeś focha, Artur? ;) )

                choć i feudałowie mogą wykupywać usługi w prywatnych agencjach ochrony i dalej im się będzie wydawać, że to jest feudalizm

                A  czemu miałby nie być? Istnienie sektora usług jest zależne od istnienia sektora środków produkcji. Ziemia to klucz, dlatego to wciąż feudalizm.

              • Artur M. Nicpoń

                6 lutego 2012 w 10:01

                Co znaczy „wyciachanego”? Jakieś komenty zniknęły?

              • 7aco

                4 lutego 2012 w 17:41

                Acha, jeszcze – przymus, no jasne – tylko wtedy, gdy ktoś sobiepaństwo dla siebie samego umyśli. Dlatego zażartowałem z tym jednoelementowym zbiorem. Mus wyboru, że sie tak wyrażę.

              • djans

                4 lutego 2012 w 22:59

                Feudałowie korzystający z usług przedstawicieli cechu najemników tylko w swoim mniemaniu pozostają w feudalizmie? ;)
                 
                libertarianie z jednej strony rzeki mogliby dawać się podporządkowywać feudałom z drugiej i nawet nie zauważyliby, że nie ma anarchii, bo dla nich to byłaby prywatna agencja ochrony
                Igzakli :)

              • hrponimirski

                5 lutego 2012 w 17:56

                ale to że się wszystko zaczyna od ziemi to już chyba fizjokratyzm ; )

                tak na prawdę ziemia będzie wartością niezależnie od systemu

                no mus wyboru niekoniecznie, bo część to alodia;

                tu jest pewien problem – niby senior ma się opiekować wasalem, ale to wasal mu dostarcza siły i się może zbuntować – stąd kombinowanie monarchy z biurokrejszyn ci wszyscy hrabiowie, etc…

                notabene w Chinach okresu Zhou – czyli jakies 1000 lat pne, był podobny proces

                Pipes tłumaczy, że grożba buntu tworzyła prawo (powołując się na Blocha, ale ja ze Społeczeństwa feudalnego tego nie pamiętam) u ruskich było inaczej była licha ziemia więc „wasal” sobie szedł, gdzie indziej przeważnie na usługę u innego kniazia
                przeważnie na Litwie, potem został tylko jeden kniaż z Moskwy i faktycznie do wyboru był jeden tylko i korzystał z pozycji monopolisty i podbił z powrotem tych „wasali”, bo oni raczej byli skłonni do ucieczki niż do walki o swoje

                teraz tak jak postawiłem agencję ochrony jako władzę, bo ona ma siłę a jej klient nie, więc klient jest zawsze na łasce takiej agencji, ale może być potężny klient, który faktycznie wynajmuje sobie zaciężne wojsko

                tylko teraz co znaczy poteżny klient? bo jak ma same zaciężne wojsko to się mu może zbuntować

                weźmy takiego Wallensteina, który stworzył prywatną armię ok. 50 tys  żołnierzy, niby bvł pod rozkazami cesarza, ale jakby chciał to by przeją władzę…

                 

              • 7aco

                5 lutego 2012 w 18:21

                weźmy takiego Wallensteina, który stworzył prywatną armię ok. 50 tys  żołnierzy, niby bvł pod rozkazami cesarza, ale jakby chciał to by przeją władzę…

                A nie dlatego mu kęsim cysorz kazał zrobić? Homeostaza to równowaga, lecz nie bezruch ;)

              • djans

                5 lutego 2012 w 22:51

                Pewnie, że nie bezruch:
                http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3wnowaga_%28mechanika%29
                Trzeci od góry obrazek, to anarchia libertariańska (by nie było płasko, potrzeba albo instytucji, albo „wspólnej moralności”-kolektywizmu kibucowo-plemiennego). Wszelkie autorytaryzmy, to rysunek drugi, nawet jeśli im się uda stworzyć aparat kontroli, to co najwyżej jest pozór stabilności -rys. ostatni. 
                Jakieś pomysły na system pozwalający uzyskać stan zobrazowany na pierwszym rysunku? ;)

        • 7aco Odpowiedz

          3 lutego 2012 w 08:23

          Hrabio,
          Chodziło mi o czas istnienia poszczególnych faz. Etap anarchii (i rewolucji) trwa na tyle krótko, że właściwie nie wiadomo, po co do niego dążyć. To jak przejście na inny poziom energetyczny. Ciach, prysnął kwant, potem jest już coś innego. Utopijna wg państwowców nie jest sama anarchia, jedynie wiara, że anarchia będzie homeostatem.

        • djans Odpowiedz

          3 lutego 2012 w 19:06

          Podzielam uwagi odnośnie efemeryczności systemu anarchistycznego, z której ma wynikać jego utopijność, tym bardziej w zestawieniu z systemami bardziej trwałymi.
           
          Mnie jednak chodzi o co innego: założywszy, że obok siebie leżą dwie krainy zamieszkiwane przez populację anarcho-libertariańską i wczesnofeudalną – która z populacji ma większe szanse wyjść z konfrontacji, rywalizacji o np. wodę pitną z jedynej rzeki, w dodatku granicznej?
           
          IMO utopijność nie tylko stopniuje się wraz ze wzrostem trudności urealnienia, ale także wraz ze spadkiem homeostatyczności systemu, oraz spadkiem jego konkurencyjności. Na tym się właśnie wykładał Rothbard, twierdząc, że Amerykanie wcale nie muszą odprowadzać podatków na wojsko, bo w razie czego zwyciężą w wojnie partyzanckiej, jak Wietnamczycy…

          • hrponimirski Odpowiedz

            4 lutego 2012 w 14:18

            obaj Panowie o cybernetyce, więc odpowiadam wspólnie…

            ta forma to trochę prowokacja, więc specjalnie nie będę bronił anarchii, jako takiej (bo w końcu kto wie co to na prawdę jest)

            cieszy mnie, że gadacie o tych homeostatach, bo Kosecki ujął cybernetycznie Konecznego, a ja chciałbym zoribć to samo ze Speniem, ze względu na to, że u niego jest zawarta ta dynamika zmian… http://en.wikipedia.org/wiki/Spengler%27s_civilization_model

            w każdym razie jeśli dobrze pamiętam Koseckiego, to zawsze homestatem jest grupa trzymająca władzę… więc pytanie jest jaka to grupa.., jak się zachowuje… i pytanie drugie na ile samym homeostatem mogą byc normy moralne? – przy czym pojęcie normy jest również cybernetyczne… i Kosecki rozróżnia systemy informacyjne – w których obywatele mają jakąś virtvs, stoa i wiedzą, że pewnych się rzeczy nie robi – oraz enegergetyczne gdzie ludzi trzeba trzymać za mordę… (oczywiście ujęcie jego wypacza kapitalizm, bo klasyfikuje go jako system energetyczny, ale wolnorynkowy kapitalizm jest tak na prawdę informacyjny, bo cena jest informacją np. czy towaru brakuje na rynku; oczywiście polityczny/kompradorski nie, bo np. te koncesje są wymuszane energetycznie przez policję/sądy

            z drugiej strony komunizm (czy u nas realny liberalizm) jest wg niego informacyjny, niby ludzie wiedzą, że powinni pracować a przecież istniał przymus pracy (niby wiedzą, że mają być „tolerancyjni” …))

             

            • 7aco Odpowiedz

              4 lutego 2012 w 14:52

              Hrabio,
              Na miły Bóg! Jak odniesienie w tekscie, to link – cokolwiek, żeby człowiek mógł poczytać szerzej o tym co tylko wzmiankowane, a co go diabelnie interesuje.
              Kto to Kosecki? Kiedy będziesz się za Szpenia brał? Placet od Szpenglerysty masz? ;)

              • hrponimirski

                4 lutego 2012 w 16:33

                to jest zupełnie anarchistyczne bez wiedzy Wielkiego Spenglerysty… zresztą czasem mam wrażenie, że ja jestem bardziej od niego spenglerystyczny… mogę siębrać w każdej chwili

                ten Kosecki to cybernetyk kultury, myślałem, że Ci znany jest, bo napisałeś o homeostacie…

                http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Kossecki

                on adaptował pojęcie systemu autonomicznego prof. Mazura z Cybernetyka i charakter (znane?) do narodu, czy nawet cywilizacji

              • 7aco

                4 lutego 2012 w 16:59

                Nie, Hrabio. Nazwiska i tytuły nie są mi znane w większości znane. Cokolwiek znam na ten temat pochodzi ze ‘słyszenia’. Wiesz, bardzo nierówna i nieuporządkowana jest moja wiedza na ten temat.
                Dziękuję bardzo za podpowiedzi – temat ciekawy i będzie mi łatwiej się przez niego przegryzać dzięki nim. 

              • Mimochodem

                10 lutego 2012 w 13:47

                Jak dla mnie, w treści nauczania społeczno-politycznego – konfucjonizm i taoizm są zbieżne- różnice największe są na płaszczyźnie transcendentnej i co za tym idzie, stosunek do kultu, rytuału, kanonu zasad/prawa.
                Może to kogoś zainteresuje, był kiedyś(dawno temu) numer  Literatury na Świecie, poświęcony taoizmowi, a wnim niezły esej ,coś a la w podobie „Chiny-sercu Tao, umysł Konfucjusza„. Tzn kiedy czytałem, ten esej wydał mi się świetny(cholera, nie pamiętam autora…), prostujący sensownie wiele mitów( nt Chin), jakie miałem w głowie.
                Inna sprawa, że dziś podchodzę bardzo ostrożnie, do takich intelektualnych zabaw w przekładnię Wschód-Zachód- jest to, z pewnością, mocno podbudowujące wiedzę o wzorcach i mechanizmach, ale czy te wzorce i mechanizmy można przełożyć na cywilizacyjny i kulturowy język Europy, śmiem wątpić(co nie zmienia faktu że klasyczna filozofia Wschodu, zwłaszcza Indii, to jedna z moich największych pasji poznawczych:)…
                Choćby na przykładzie Chin- nie tak dawno temu uświadomiłem Sobie(az dziw bierze, że tego wcześniej nie zauważyłem)- tam nigdy nie było personalistycznego monoteizmu.
                I też wcale mnie nie dziwi, że kiedy pękły tamy tradycji kulturowej , komunizm i ateizm, tak świetnie się tam przyjął.

            • djans Odpowiedz

              4 lutego 2012 w 22:43

              Na marginesie
              ten Kosecki to cybernetyk kultury, myślałem, że Ci znany jest, bo napisałeś o homeostacie…
              Erudytom się niekiedy wydaje, że ludzie nieco mniej oczytani nie „mają prawa” dość do podobnie trafnych wniosków inną drogą, na zasadzie konwergencji ;) Kiedyś na slalomie24 Chevalier ofuknął jakąś moherową kobiecinę, która wyśmiała jego panegiryk na cześć Kołakowskiego, który to dowiódł wewnętrznej sprzeczności marksizmu (i odtąd można już było nie być komunistą), pisząc, że kto szanował przodków i w Boga wierzył, ten kusość myśli bolszewickiej rozpoznawał i bez filozofa.
               
              Do adremu
              Termin „homeostaza” wynieść można z nauk przyrodniczych, znajomość zjawiska – ze znajomości historii.

              zawsze homestatem jest grupa trzymająca władzę… więc pytanie jest jaka to grupa.., jak się zachowuje… i pytanie drugie na ile samym homeostatem mogą byc normy moralne?
              Grupa nie jest homeostatem, już prędzej normy, ale na tej zasadzie, na jakiej trzeba przestrzegać praw naturalnych – tylko grupa opierająca się o nie ma długofalowe perspektywy rządzenia i rozwoju. Mało istotne, czy grupa będzie oligarchiczno-arystokratyczna, czy też na warlordów będą wybierani przez wiec wojewodowie, czy inni atamani.
              Pozostając przy normach, utrzymując wentyle bezpieczeństwa, mechanizmy kooptacji z jednej i weryfikacji z drugiej, grupa zabezpiecza się od petryfikacji i degeneracji (dążność do petryfikacji jest objawem degeneracji), zachowuje elastyczność, przez co gwarantuje sobie wielopokoleniowe rządzenie (feudalizm piastowski). Z drugiej strony są absolutystyczne gangreny kończące żywot gwałtownym pęknięciem rewolucji, która niszczyła jednocześnie całą ewentualną spuściznę.
               
              Pzdr

              • hrponimirski

                5 lutego 2012 w 18:18

                ok to w sumie nawet lepiej jak ktoś inny doszedł do podobnych wniosków niezależnie, bo to zapewnia weryfikację

                teraz tak…

                weźmy założenie liberalizmu, że wszyscy mają być równi wobec prawa etc… ale jak się np. żołnierzom dobrze płaci i biurokratom, to mając więcej pieniędzy mają dostęp do lepszych prawników (abstrahując od tego, że libertarianie w ogóle znieśliby prawo karne, zastępując je tylko cywilnym, czyli karą byłoby tylko odszkodowanie) więc są wobec prawa „równiejsi”

                a jeszcze zakładając, że tatusiowi łatwiej jest załatwić pracę dla synka w wojsku, robi się to dziedziczne -  to jest więc taka arystokracja – ale formalnie to jest liberalizm

                a co by było jakby nie wystawiono Wołodii z Puszczy, którego potem skompromitowano faksymilką i po 10 latach Olka mielibyśmy 10 lat Joli i potem 10 lat Oli, bo akurat przypadkiem uzyskała cenzus wiekowy? formalnie byłby to liberalizm

                OK moim zdaniem sam system nie ma znaczenia to głównie fasada – ważny jest tak naprawdę rozkład sił… i oczywiście mechanizmy kooptacji, weryfikacji,… lustracji ; )

                w tej Cybernetyce kultury było o normach – ale fizycznie te normy chyba musiałaby egzekwować jakaś grupa i chyba ona była opisana jako homeostat

                pozdrowienia

                 

              • djans

                5 lutego 2012 w 22:35

                Aaa, homeostat, bufor czyli. OK.
                Takim żyroskopem może być grupa niekoniecznie sprawująca bezpośrednio władzę (coś jak kasta kapłanów w Faraonie Prusa?), a w społecznościach drobniejszych i mniej skomplikowanych (osada biskupińska), z uwagi na brak wyrafinowanych środków przymusu/kontroli umożliwiających wyodrębnienie takowej grupy (i skalę) stabilizatorem musi być uznawane przez ogół, więc nie pozytywistyczne, prawo naturalne/tradycja.
                 
                Wychodzi mi, że by w liberalizmie nie dochodziło do przytoczonych patologii, to grupa musi być podobna biskupińskiej – nieliczna, podobny status członków. Nikt nie ma środków pozwalających stworzyć policję polityczną, ani też nie ma za bardzo z kogo jej zwerbować, skala daje ewentualnym uciśnionym łatwość obalenia dyktatu.
                No chyba, że mamy instytucje kontrolne, NIK, albo niezależną prokuraturę i wolne media :D
                Oczywiście, że przy różnych fasadach możemy mieć zupełnie inne systemy realnie, i IMO obecnie jesteśmy w neofeudalizmie (ulepszona wersja feudalizmy schyłkowego, z renesansu), tyle że miast starć w polu są plebiscyty demokratyczne, miast zaciągu wojsk – kampanie, miast podbierania rywalowi wasali – transfery posłów.
                Ciekawym, jak to w tej Cybernetyce wykombinowane – poszukam.
                 
                 

              • Artur M. Nicpoń

                6 lutego 2012 w 10:43

                Starcia w polu są jak najbardziej. Te plebiscyty, to raczej gry dworskie itp. Nie łudźmy się jednak, że to się da zawsze plebiscytami opędzić. 

              • hrponimirski

                6 lutego 2012 w 18:28

                rządy kasty kapłanów z tzw. cywilizacji aluwialnych, gdzie „być albo nie być” było przewidywanie wylewów, to dobry przykład rządów bez przymusu ; ) przecież każdy rolnik jeśli chciał zebrać plony musiał zapłacić kapłanom za wiedzę kiedy dany wylew nastąpi;

                za nie płacenie nie karał człowiek a sama natura ; ) – wg deifinicji wolności Hayeka (jako braku przymusu) był to libertariański raj

                choć pewnie istniało coś w stylu ACTA tzn. każdy, któremu udałoby się wykraść lub niezależnie odkryć tajemnicę, byłby zaciukany

                (ale póki wiedzę chroniłaby sama zmowa i tajemnica kapłanów, formalnie byłaby to anarchia)

                —–

                co do homeostatu to jest coś co sprowadza układ do równowagi a nie bufor… co ciekawe, jakby nie było tarcia to kulka w miseczce latałaby z jednej krrwaędzi na drugą i apiat nazad

                z tarciem mamy wygasające oscylacje – i tu się pojawia problem interwencji państwowych, które zmieniają punkt równowagi a rynek nie dobija do punktu równowagi a najpierw przelatuje przez niego – stąd kryzysy – np. deweloperzy zamiast od razu zbudować odpowiednią ilość domów (dojść do punktu równowagi), najpierw ich wybuduja za dużo (przelecą punkt równowagi) ; )))

                zajrzę do tej książki i sprawdzę co wg Koseckiego jest homeostatem w narodzie, uzpełnię później

                —–

                co do intuicji moherowej babci, to linkuję swój tekst, który zaczynam od stwierdzenia

                Kto jest ateistą jest komunistą.

                by później pokazać, poprzez kilka stron filozoficznego wywodu, że to jest (za małymi wyjątkami) prawda

                 

                http://hrponimirski.salon24.pl/229920,dzis-troche-filozofii

              • djans

                6 lutego 2012 w 23:20

                @hrPonimirski
                Nie tylko w aluwialnych. Chodzi mi o szersze spojrzenie na rolę oligarchii kapłańskiej funkcjonującej jako ten bufor (bufor z nauk biologicznych: octanowy, hemoglobinowy – utrzymują pH roztworu na stałym poziomie), dzięki swojemu stanowisku depozytariuszy naukowego dorobku pokoleń.
                 
                Dobra uwaga odnośnie tarcia – możemy mieć poważne zaburzenia w przywracaniu równowagi spowodowane „smarowaniem”. Ot choćby patrz niegdysiejsze gwałtowne, cykliczne wahnięcia pogłowia nierogacizny spowodowane skupami interwencyjnymi. Zresztą każdy kryzysowy spadek, będący w istocie ruchem kuleczki ku równowadze, jeśli posmarowany państwową interwencją prowadzi do „przelecenia” z uzyskaniem jeszcze większej energii potencjalnej…
                 
                @Nicek
                Zgoda. Stąd też i moja sympatia dla tego, co nazywam „feudalizmem piastowskim”. Co się zaś tyczy starć w polu i plebiscytów – miałem na myśli walkę wewnętrzną. Są skrytobójstwa, intrygi, czasem pałacowe zamachy stanu, ale miast starć stronników w polu są wybory. Co innego w międzynarodówce.

              • Artur M. Nicpoń

                7 lutego 2012 w 01:10

                Djansu,

                OK, ale to nie jest kwestia, że wybory zastępują walkę realną, bo do walki realnej JESZCZE nie doszło. One są rodzajem wentyla przecież. Koniec końców zaś musi dojść do napierdalanki. Nie ma wyjścia. I jeśli dojdzie zanim się posypie u sąsiadów, to będzie znowu międzynarodówka, a jak załapiemy dobry timing, to się rozegra po naszemu i wtedy faktycznie mamy zajebiste szanse. Każdy kumaty i niepękaty ma.  

              • djans

                7 lutego 2012 w 13:10

                @hrPonimirski -> W odpowiedzi na zalinkowany tekst
                 
                Do pewnego momentu – zgoda. Natomiast zupełnie inaczej widzę sokratejski sceptycyzm. IMO jest on nierozerwalnie związany z pokorą, i utylitaryzmem rozumianym nie w sensie „róbmy to, co prowadzi do celu”, bo sceptyk nie może wyznaczyć celu praktycznego, ale „róbmy to, co wypraktykowane”. Inżynieria społeczna bazuje na odrzuceniu pokory i sceptycyzmu, zasadza się na pysznym przekonaniu o znajomości celu i drogi doń.
                Libertarianizm wyrusa (o ile go dobrze rozumiem) opiera się właśnie o ten sceptycyzm; nie mamy pewności, że nasze pomysły są słuszne, dlatego nie możemy ich nikomu narzucać. Zaś dla podobnych mnie agnostyków sceptycyzm ów jest prostą drogą do konserwatyzmu i odrzucenia myśli rewolucyjnej. Wyrastając ze sceptycyzmu trudno uwierzyć w „nowy wspaniały świat”, za to niezwykle łatwo postępować za tym, kto mówi „królestwo moje nie jest z tego świata”.
                 
                Oczywiście sam sceptycyzm uniemożliwia przyjęcie wartości absolutnych stając się relatywizmem, no ale taki sam wygasa, góra w trzy pokolenia, wraz z naturalną śmiercią nosicieli, których społeczność się rozpada. Co innego, gdy się go połączy z racjonalizmem-empiryzmem na zasadzie: „nie wiem co jest dobre, ale coś robić trzeba; najlepiej to, co sprawdzone”.
                 

              • Artur M. Nicpoń

                6 lutego 2012 w 10:41

                System jest jednak ważny, bo ta fasada, w zależności od systemu, różnie kosztuje i różny ciężar jest dźwigany na plecach przez poddanych. 
                Dlatego właśnie te feudalizmy nie były utopiami, bo nie udawały tego, czym nie są. To były „systemy” bezfasadowe.  

              • hrponimirski

                9 lutego 2012 w 19:25

                @djans

                to ja już dla totalnego zagmatwania sprawy wrzucę coś takiego:

                http://hrponimirski.salon24.pl/26785,trzy-oblicza-liberalizmu

                to była moja 1sza próba klasyfikacji filozofii zanim nie trafiłem na tą inną – notabene opracowaną przez ucznia prof. Wolniewicza…

                to co teraz linkuje to ujęcie filozofii wynikające zpo częsci z  teorii gier (metody głosowania)

                „Taoizm lekceważył drobiazgowość konfucjanizmu i państwowotwórcze wysiłki legistów, głosząc prostotę, pozorną słabość i ograniczenie porządku władzy i roli państwa do minimum. Sławne cytaty z Daodejing głoszą: Im więcej ustaw i przepisów tym więcej przestępstw i Im mniej rządzi władca, tym lepiej powodzi się jego krajowi.” * za wiki

                w sumie jest to filozofia podobna do epikureizmu i wyrus i ja jesteśmy wg tego epikurejczykami i taoistami

                choć wg tej klasyfikacji okołowolniewiczowej to wyrus byłby pewnie tomistą – Wartości Absolutne + logika (choć pozwalamy mylić się innym)

                paradoks chyba polega na tym, że sceptycy i materialiści są najmniej tolerancyjni i nie pozwalają się mylić innym (dyktat sceptycyzmu, żew wszystko jest relatywne)

                Nicpoń i Tygrys to stoicy/konfucjaniści… a majory i pandady to cynicy/legaliści – z cynikami nie jestem pewien, ale chińcy legaliści to byli tacy socjaliberałowie, którzy chcieli wszystko skodyfikować… czyli raczej sceptycy ; ))

                sceptycy antyczni nie są totalniakami, bo nie są utylitarystami – utylitaryzm to właśnie inżynieria społeczna, to ten wagonik Quasiego – tzn. Qausi postulował, że jeśli wagonik zabije 10 osób a wrzucenie pod koła grubasa zatrzyma wagonik to z utylitarnego punklu widzenia będzie się opłacało – co jest oczywiście usprawiedliwianiem morderstwa, bo cel uświęca środki…

                na tej zasadzie sceptyk będzie za zwiększaniem podatków, czyli kradzieżą, bo te pieniądze innym są bardziej potrzebne…

                 

                jeśli jesteś agnostykiem, i jesteś po stronie Wartości Absolutnych (jako konserwatysta) to jesteś idealistą wg tej okołowolniewiczowej klasyfikacji… jak np. Elzenberg mistrz Wolniewicza

                prof. Wolniewicz dziwił się, że Elzenberg fascynował się buddyzmem, fakt dziwne bardziej konfucjanizm… : ) bo buddyzm to raczej taoizm/epikureizm (/nieetzscheizm?)

                gdzie jest wyrus bajdełej, bo chyba on by najlepiej to rozwiązał

                pozdro

                 

                 

              • djans

                10 lutego 2012 w 00:02

                @hrPonimirski
                Ja sobie łączę sceptycyzm
                [Należy odróżnić współczesny sceptycyzm filozoficzny od sceptyków, szkoły filozoficznej starożytnej Grecji, założonej przez Pyrrona z Elidy. Sceptycyzm jest mylony z cynizmem. Postawa sceptyczna zakłada pewne obiektywne kryteria za pomocą których można rozróżnić prawdę i fałsz. Pyrroniści rozumieli, że do życia niezbędne jest posiadanie pewnych mniemań i zasad. Uważali jednak, że wystarczy kierować się rozsądnym prawdopodobieństwem. Zaczęli zatem rozróżniać sądy prawdopodobne, sądy niezaprzeczone i sądy sprawdzone, które można głosić.] Wikipedia
                z empiryzmem , z czego mi wychodzi, że utylitarnie słuszny jest stoicyzm, ale o jego wartości decyduję w oparciu o pojęcie wartości perfekcyjnej (tak na szybko przejrzałem Elzenberga i rzeczywiście – jakoś tak). Z tym, że znów ta wartość może wymuszać zupełnie inne postawy, odrzucam moralny absolutyzm.
                Dla zagmatwania zalinkuję swój tekst, który co prawda niczego nie wyjaśnia, ale może nieco obrazuje.
                W opozycji do stoicyzmu intuicyjnie stawiam epikureizm przechodzący w hedonistyczny liberalizm na podobnej zasadzie, jak tu:
                http://tv.rp.pl/video/Bronislaw-Wildstein-przedstawia,Wydarzenia,Kraj,Publicystyka/Wolnosc-Bronislaw-Wildstein-przedstawia
                 
                 

              • hrponimirski

                12 lutego 2012 w 20:59

                @djans [NOWE]

                czyli co Elzenberg stoik?

                stoa = Wartości Absolutne?

                bo ja z mierzam do tego, że te wszystkie filozofie się powtarzają, bo w życiu nie ma za wiele wyborów;

                epikureizm = nietzscheizm?

                Epikur jednak wrprowadzał zastrzeżenie by idąc za własną przyjemnością nie zwiększać sumy cierpień całego świata – czyli  w sumie też ograniczenie się moralne (być może dlatego mimochodem powyżej pisze, że konfucjanizm jest podobny do taoizmu)

                co Wildsteina, to jest to w sumie w pigułce, to o czym rozmawiamy – jeśli nie sami nie zadbamy o swoją wolność to nikt tego nie zrobi i objawia się to rozrostem prawa, arbitralnych regulacji na usługi oligrachii

                i mówią dokładnie to co ja napisałem, że wcześnie wcześniej szlachta (arystokracja) kontrolowała króla, a dzisiaj demokracja (tzn. lud, demos) musi kontrolować oligarchów; zupełnie trafnie wyłapali te rozkłady sił; (co w sumie jest fakne, że niezależnie do tego doszliśmy)

                a końcówka to po prostu spenglerystyczne cacuszko – to porównanie do Augusta – notabene kiedyś Ziemkiewicz na jakimś spotkaniu powiedział, że Rzymianie pewnie nie uświadamiali sobie za 1szych cesarzy , że mają już cesarstwo a nie republikę (w końcu formalnie nie było tytułu cesarza) i teraz ludzie mogą dalej wierzyć w demokrację mimo, że jej już nie ma;

                co do linikowanego tekstu, to jak się miało z 10 lat i się chciało wprowadzić inne dziecko w stan zakłopotania pytało się: „kogo byś łapał jakby spadał z 10 piętra – tatusia czy mamusię?”

                i co dochodzimy to konfliktu tragicznego? bo np. wypchnięcie kogoś łodzi ratunkowej po to by sobie samemu zrobić miejsce jest sprzeniewierzeniem się nie tylko ideałom libertariańskim, ale i chrześcijańskim w celu ratowania własnego życia;

                —–

                vide dowcip na dole;

  2. marta.luter Odpowiedz

    3 lutego 2012 w 01:55

    Nicponiu , 
    Nie jesteś uprzejmy wobec Hrabiego , a niczym sobie na to nie zasłużył.
    Anarchia to brak władzy a utopia to idea niemożliwa do zrealizowania.
    Hobbes , którego determinizm zapewne jest Ci bliski , twierdził , że nawet najgorsza władza jest lepsza od anarchii.
    Ty utożsamiasz każdą władzę z anarchią , bo upadła.
    Tak wynika z Twego wpisu.
    To jest bez sensu.
    Z wielbicielek pozostanie Ci jedynie Siwo Mgła , która to „palce liże” po każdym Twoim tekście  tak  ,że chyba jej tylko kości zostały i Davenia , która podaje przepis na ciasto marchewkowe a  używa słowa „dymać”.
    Jedno i drugie jest mi obce.
    Idź się „czochrać” !
     

     

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      3 lutego 2012 w 09:08

      Marto,

      chyba nie wiem, o co ci chodzi?
      Ja utożsamiam każdą władzę z anarchią? W którym miejscu?
      Hobbes druhem mi nie jest.
      Z tymi wielbicielkami to już całkiem cudaczne. Tak to widzisz? Tzn. ty jesteś rozczarowaną wielbicielką?
      Łał!
      Wyczochrane pozdrówki  ;)

  3. marta.luter Odpowiedz

    3 lutego 2012 w 10:15

    Siwo Mgło i Davenio!

    Wybaczcie moją wczorajszą złośliwość.
    To było bardzo nieładnie.
    Przepraszam:((

    Z Nicponiem będę się „kłócić” dalej:)
      

    • hrponimirski Odpowiedz

      4 lutego 2012 w 14:37

      ach miałem Panią za dystyngowaną damę…

      z drugiej jednak strony to czochranie się z Nickiem jest po prostu w Pani wykonaniu urocze… i nie mogę odmówić Pani wdzięku, którego dystyngowane damy albo nie mają, albo są powściągliwe w jego okazywaniu ze względu na obowiązujące ich towarzyskie konwenansa…

      • marta.luter Odpowiedz

        5 lutego 2012 w 22:08

        Hrabio!
        :) )))
        Nie „czochram”  się z Nickiem.

        Mówi się potocznie , że coś poszło się „czochrać” , co oznacza ,że
        straciło zainteresowanie tematem.
        Chciałam mu dać do zrozumienia , że mnie denerwuje .
        Bardzo mi przykro , że mi dystynkcji ubyło ale trudno czasem zachować cierpliwość wobec Nicponia.
        Co oczywiście nie jest usprawiedliwieniem :)

         

        • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

          6 lutego 2012 w 10:42

          Czemu cię denerwuję, Marto?
          No weź ty przestań ;)  

          • marta.luter Odpowiedz

            6 lutego 2012 w 15:44

            Nicponiu,
            Denerwujesz mnie tylko czasami a raczej Twój sposób widzenia
            świata.
            Już mi przeszło:)

            Na poważnie martwię się , że świat zdąża w kierunku dotychczas
            nieznanym. Tego jeszcze nie było. 
            Połączenie braku wolności socjalizmu z egoizmem i bezwzględnością oligarchii kapitalizmu.
            Pamiętasz „Pamięć absolutną”? Coś w tym rodzaju:)
            To nie libertarianie są zagrożeniem , nie muzułmanie.
            To jest właśnie ta droga , na którą wkraczają ochoczo społeczeństwa Zachodu.
            Staram Ci się ją pokazać ale nie chcesz słuchać:)

            Prawdę powiedziawszy , wolałabym się mylić.

            Pozdr 

             

            • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

              6 lutego 2012 w 17:05

              A co jest nie tak z moim widzeniem świata? Tzn. w którym miejscu moje widzenie rozmija się z rzeczywistością?
              Libertarianie… hmmm… o tym właśnie piszę, że wszystkie te izmy prowadzą właśnie do tego, o czym piszesz. Libertarianie też. Niezależnie od tego, co tam sobie deklarują.
              Zobacz sobie ten filmik, który mi polecono w komentarzu, a który dałem na sg, na dole, po prawej. Taki księżulo z Kanady opowiada ludziom różne ciekawe rzeczy, a obok, w tym samym miejscu, znajdziesz z o. Krąpcem pogaduchy. Posłuchaj, co ci ludzie mają do powiedzenia i jak się masz na mnie denerwować, to weź się na nich zdenerwuj. 
              ;)
              Zresztą, sama zobacz, jak ty się pieklisz o ten cały liberalizm, jakby od tego coś zależało, że ja tak nieładnie na niego mówię. Nie wydaje ci się, że to najlepszy dowód na to, że ty sama w tej pułapce liberalizmu tkwisz i nie potrafisz oddzielić czegoś takiego, jak wolność, od tej pokracznej ideologii? 

        • hrponimirski Odpowiedz

          6 lutego 2012 w 17:52

          Marto…

          trochę straciłaś… trochę zyskałaś…

          w przyrodzie nic nie ginie ; )

  4. Aleksy Odpowiedz

    3 lutego 2012 w 13:56

    Nicpoń ma rację, utopia to coś czego się nie da zrealizowac, a feudalizm był faktem. Poza tym wymienione przez autora systemy (monarchia arystokratyczna, monarchia absolutna) funkcjonowały w ramach feudalizmu. Feudalizm zaś tak długo był optymalnie działającym  systemem organizacji społeczeństwa do póty nie pojawiły się inne o wiele lepsze formy (w wiekszości krajów zmiany dokonały się stopniowo bez rewolucyjnych wstrząsów). Tradycyjne rewolucje przynajmniej na ich pierwszym etapie też nie sa utopiami (chociaż przyswiecaja im utopijne idee) realizuje się w nich bowiem realny (a nie utopijny) cel jakim jest przejęcie władzy oraz eksterminacja konkurencji i niepewnych jednostek.

    • hrponimirski Odpowiedz

      4 lutego 2012 w 14:41

      tak jak oligarchia działa w ramach kapitalizmu ; ) – vide 2ga odpowiedź Arturowi

  5. veri Odpowiedz

    4 lutego 2012 w 18:40

    „Feudalizm byl faktem” – czy ludzie tamtych czasow byli swiadomi tego. ze zyja w feudalizmie ? 

      Naiwne pytanie ?

    • 7aco Odpowiedz

      4 lutego 2012 w 19:11

      Chodzi Ci o nazwe czy desygnat?

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      6 lutego 2012 w 10:06

      Tak na moje oko, to ci ludzie się nie zastanawiali nawet nad tym, czy to jest feudalizm, czy sralizm, a bardziej ich zaprzątały takie konkrety, czy pan jest dobry i ludzki, czy wręcz przeciwnie. 
      Że też u nas tak teraz ludzie nie potrafią.  

      • hrponimirski Odpowiedz

        6 lutego 2012 w 17:58

        i tu należałoby zacytować Xiężną panią, która na moje słowa – że Kaczor (z całą ówczesną moją rezerwą do niego) ma rację mówiąc, że istnieje łżeelita – odparła, że pan to pan, i że jak pan posyłał chorym dzieciom lekarstwa do czworaków to to był dobry pan, a jak bił za byle co chłopów to był zły pan…

        pan pozostaje zawsze panem a elita elitą

        • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

          6 lutego 2012 w 18:17

          Pan to co innego, a współczesna elita, to co innego. My jesteśmy wciąż w fazie krystalizacji. Nie mamy własnej elity, tylko najmitów, którzy robią dobrze obcym. Tym i owym. Jedni świadomie, inni nie. Dlatego to nie jest elita, tylko łżeelita. Pan był z prawdziwej elity. I jego dziad był Pan, i jego dzieci też będą. I wnuki. A tej elitki jutro nie będzie. Czy pojutrze. To kundle są. 

          • hrponimirski Odpowiedz

            6 lutego 2012 w 19:34

            no chyba, że to co ja już dawno stwierdziłem

            Elita to właśnie my ; )

            • djans Odpowiedz

              6 lutego 2012 w 23:39

              Zgodzę się, gdy zobaczę, że wzięliście lud za mordę i w opiekę.
              Elita = głowa, a nie jakiś bezcelowy wyrostek, choćby nawet ładny ;D

            • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

              7 lutego 2012 w 01:16

              Ma rację Djans. 
              Niestety, na dziś, to tamci są elitą. I jeszcze nią trochę pobędą.
              „Dzienniki Turnera” czas by napisać na nowo.  

              • hrponimirski

                9 lutego 2012 w 19:28

                Nicku,

                no to tak napisałem, że oni są elitą, a Ty, że to nie elita…

                zdecyduj się… ; )

              • Artur M. Nicpoń

                12 lutego 2012 w 14:37

                Ale gdzie ty tu widzisz niezdecydowanie? Oni OCZYWIŚCIE są elitą, tylko NIE NASZĄ. 
                Z naszej perspektywy są zwykła azjatycką hołotą. To, że to są najlepsi z najlepszych i najbardziej odpicowani z tej dziczy dla nas nie zmienia w niczym oglądu sytuacji- że to chamstwo i dzicz.  

          • djans Odpowiedz

            6 lutego 2012 w 23:35

            I jego dziad był Pan, i jego dzieci też będą. I wnuki. A tej elitki jutro nie będzie.
            Tu się akurat nie zgodzimy. Patrz na przykład kim był dziadek redaktora Kraśki. A z drugiej strony co to był za pan, co oddawał swoich ludzi w pacht „niesłowiańskiemu” dzierżawcy, który może i nie spuszczał włościańskim dzieciom krwi na macę, ale dokręcał chłopom śrubę wbrew królewskiemu prawodawstwu, uprawiając ówczesną odmianę rabunkowej gospodarki?
            Prawdziwa elita była nią tylko do chwili, aż nie zamknięto krwiobiegu.

            • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

              7 lutego 2012 w 01:16

              No jasne. Tu mi od razu błyska to, co jest ideałem, czyli elita pola walki. Taka, która z jednej strony jest drapieżna, twarda , zadziorna i bitna, a z drugiej strony potrafi gospodarzyć na swojej ziemi. 
              Mieliśmy taką najdłużej w Europie. A już taką jak nasza- jedyną na świecie.
              I to jest wzorzec.
              Teoretycznie można to było zrealizować POPiSem. Bo to byłby konglomerat tych cech. Gdzie PiS reprezentuje inteligencję, a PO bandytyzm. Szkoda, że takie coś tylko w teorii.  

              • djans

                7 lutego 2012 w 12:26

                Też się łudziłem, że to może tak być, ale wychodzi na to, że pożądane cechy nie mogą występować rozłącznie, bo jedna grupa jest wówczas pozbawiona moralności, a druga ducha walki.
                To musi być tak, jak u de Saint-Exuperego, Kiplinga, czy Conrada, których bohater niósł brzemię białego człowieka, tworzył miasta (nie tylko budował mury, ale organizował społeczność), powodowany był instynktem niszczenia zła i potrzebą tworzenia piękna.
                 
                —————————————————————————–
                 
                Ta nasza wyjątkowość IMO polega na swobodnym dopływie świeżej i odpływie zepsutej krwi. Indoeuropejczycy, jak zaczęli marsz na zachód, to oferowali tubylczym ludom usługi ochroniarskie, „wyposażali ich” w kulturę, ale się nie bardzo asymilowali. Artefakty, zwyczaje i język świadczą, że byli warlordami aż po Atlantyk, ale śladów genetycznych po nich niewiele. Zupełnie inaczej jest u nas, tzn. kultura niematerialna i materialna również nosi wyraźnie piętno Kaukazu, ale badania genetyczne poświadczają, że tu nie było żadnych podbitych i podbijających. Lud i elita to była jedna krew. Rzutcy, przedsiębiorczy i drapieżni łatwo zyskiwali nobilitację, a zgnuśniali łatwo ją tracili. 
                Skiepściło się, jak stopniowo zaczęliśmy przejmować wzorce z Litwy (tu się zgadzają Beynar z Konecznym).

              • Artur M. Nicpoń

                7 lutego 2012 w 13:24

                No, ja się nie łudziłem, bo to tylko teoretycznie jest możliwe. Jeśli obie cechy nie występują w dobrych proporcjach w jednej osobie, a w dwóch, to one będą w fundamentalnym konflikcie. 

                Nie wiem, jak jest z tym zatraceniem. Widać nie do końca zatracono, bo jednak w charakterze narodowym Polaków wszystko to jakoś siedzi nadal. Kwestia wydania przez ten naród tej szczególnej mutacji- krzyżówki bandyty z gospodarzem. To się powoli robi. Patrzę na tę dzieciarnię, która się teraz pobudziła przy okazji ACTA. Mam o tyle dobrze, że córka moja maturalna, więc to wszystko z pierwszej ręki. 
                Zaczyna mi się rysować takie pęknięcie- nie licząc ogólnie pojętego naszego pokolenia- mamy Polskę, która się `89 swoich ostatnich 50 lat wstydziła i która zbudowała ten syf na tym swoim wstydzie. Mamy Polskę, która już tym wstydem obciążona nie jest. Nie ma kompleksów i sie nie boi. Są nastawieni na osobisty sukces, żyją towarzysko w czymś w rodzaju watah (niezwykle silnie związanych), są ciekawi, radośni ale jakby mniej naiwni. Nie czekają, aż ktoś coś, tylko jeśli czegoś pragną, to po to sięgają. Mam też wrażenie, że czują się lepsi od róznych innostrańców. Nawet jak dla nich pracują. Do tego niezłe skurwiele z tych dzieciaków. Potrafią być wredne i nie widzą w tym nic złego, że człowiek jest wredny, skoro tak jest sprawiedliwie. 
                Za chwilę może być tak, że tę Polskę będzie sobie można wziąć. I oni chyba będą gotowi na to.
                W tym wszystkim jesteśmy jeszcze my. Pokolenie pojebane. Ale fest rola jest do odegrania, bo jesteśmy chyba pierwszym pokoleniem, które nie zdziadziało. Tzn. jak się ludzie pożenili i porobili sobie dzieciaki, to nie zostali od razu staruchami mentalnymi. Mamy dzięki temu koleżeński układ z tą dzieciarnią. I spory na nią wpływ.  

              • djans

                7 lutego 2012 w 14:19

                Z tej Twojej charakterystyki generacji zrodzonej w III RP wynika, że oni bardzo podobni do trzeciego pokolenia imigrantów z Maghrebu, czy Turcji: brak kompleksów wobec obecnych administratorów zamieszkiwanego kraju, przekonanie o swoim prawie do tego kraju rządzeniem, silne poczucie interesu grupowego.
                A to by znaczyło, że u nas również nie będzie pacyfikacji przez asymilację, ani tym bardziej pokornego wypracowywania emerytur dla administratorów, tylko tak, jak na Zapadzie – podbój, u nas – rekonkwista.

              • Artur M. Nicpoń

                7 lutego 2012 w 16:00

                Tak mi to wygląda, do tego jakby rosnące zniecierpliwienie na to, jak sobie dokazują starzy i jaki z tego jest syf. 

              • FFWD

                7 lutego 2012 w 22:34

                Ciekawy wpis Rolexa:
                http://hekatonchejres.salon24.pl/388670,rbowaniprzewe
                Zauważyliście dwie kwestie? 1. Mega przykrywkę w postaci rodzinnej tragedii i pajacowania Rutka? To już drugi tydzień tak jadą. 2. Jarosław znów „milczy”. Coś na pewno się ostro kotłuje. Donald sam sobie gole strzela i dostaje już smary ze wszystkich stron. „Las Smoleński” do nich dochodzi i nie wiedzą jak to rozegrać. Znaczy jak dać kogoś na pożarcie żeby samemu nie skończyć z rożnem w … (tu powinno być słowo na d ale się wstrzymałem bo Panie patrzą) ;-) A Lis ma być ober TVP? Masakra jakaś.

  6. davenia Odpowiedz

    4 lutego 2012 w 20:54

    http://www.youtube.com/watch?v=N1qH-e6zSP4&feature=related

     nie bardzo wiem, gdzie to wkleic. ale wielce ciekawy material. moze Nicponia zainteresuje.

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      6 lutego 2012 w 10:08

      Zaraz sobie pooglądam. 
      Dzięki 

    • davenia Odpowiedz

      7 lutego 2012 w 16:49

      kurcze, podeslalam material, nie doogladajac do konca. jednak moje katolickie serce musi byc skorodowane, bo eschatoloogiczna perspektywa jaka roztacza ks. profesor jest dla mnie…niewystarczajaca.
      nie twierdze, ze chce Krolestwa Niebieskiego na Ziemi. Ale polskiego juz tak. A tego, tak by wynikalo, jak ni ma tak nie bedzie. ech…
      :(  

      • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

        12 lutego 2012 w 14:24

        Ale przecież to wcale nie wynika z tego, co on mówił. On powiedział, że trzeba taką perspektywę przyjąć, bo to dla chrześcijanina jest jedyna perspektywa, która ma sens. Jestem natomiast w 100% pewien, że gdyby tak ludzie w Polsce taką perspektywę przyjęli szczerze, to i królestwo by było. Bo to jest powiązane ze sobą. 

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      6 lutego 2012 w 10:41

      Zawiesiłem go u siebie na sg, na dole.

  7. marta.luter Odpowiedz

    6 lutego 2012 w 21:27

    Nicponiu,
    Znalazłam ciekawy tekst na Salonie i równie ciekawy do niego komentarz.
    Autorzy zajmują się Polską.

    http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/386873,o-czym-to-pisac-na-zachodnim-bruku#_edn1 

    drugi: http://alexy.salon24.pl/387186,ostroznie-z-ta-krytyka#comment_5682653 

    Jeżeli miałbyś czas?:)
     
     

  8. Witam Artur Odpowiedz

    7 lutego 2012 w 03:42

    Rozebraliscie te „dylemat” w slowach przysfajalnych.Krotka pilka to nie ile Ci zajebie Belka,czy inny Rozencwaig,ktory juz z wyboru jest „naszym ” misiem,wiec nie pierdol.Finanse sa o tyle zagadkowym zagadnieniem/sic/,ze ktos zawsze qwa zawsze o mnie decyduje.Ja mam np.ochote pojechac do Luksemburga i zobaczyc jak Lewandowski prywatyzuje Junial Ewropejski.To,ze Moskwa wybrala sobie takich tuzow z firmy ?psiko/forman/ to juz.Ok Polityka,ale Chyba dobry sygnal wysla WSI,ze Rutkowski to nie ich „czlowiek”
    To a`propos
     

  9. Witam Artur Odpowiedz

    7 lutego 2012 w 05:50

    I Pamietaj,ze ja tym skurwysynom za zamordowanie mojego prezydenta nie daruje.mozesz mnie wywalic,bo nie merytorycznie,ale MERYTORYCZNIE.
    Ciekawostka jak wiesz w calym tym burdelu,nie jest rozbieranie na czynniki pierwsze sprawy,a kontekstu,gdzie Japycz cos wskazal,alesie zreflektowal….sluchaj to jest wlasnie przyczynek,do gadki do „Wladka”.Pozamiatane juz jest.Ja sie pierdolonym Rozenkom i babci,ktorzy sluza temu,ktory mnie wysylal spiwory nie poddaje.Pic….
    Anarchia  i michalczewiczowe widzenie swiata w ruskiej muszcze/Dijans pozdrawiam/-to gosc ktorego pamietam z forum ruskiego Pazdziocha/ale w pozytywnym kontekscie./.Zeby nie bylo
    Anarchia,to jak mojej zony problemy i nie tylko.Sa np.Ksiazki Kucharskie.
    Nie trawilizuje,bo temat lewackiejj swoloczy,to bracie temat jak stad do  Brevika ktory….
    Wszystko co jest obiektywna prawda,musi byc poddanesondazom,wiec aktualnie Obama 54% za NBC.
    Ide spac .W przekonaniu,ze Mistrzem Polski jest Legia!!!

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      7 lutego 2012 w 11:12

      Legionisto, cholera, umawialiśmy się, że nie komentujemy po pijaku, tak?
      ;) Trzeba posiąść starożytną NKWDowską sztukę picia i trzymania gęby na kłódkę! 

    • djans Odpowiedz

      7 lutego 2012 w 12:29

      Anarchia  i michalczewiczowe widzenie swiata w ruskiej muszcze/Dijans pozdrawiam/-to gosc ktorego pamietam z forum ruskiego Pazdziocha/ale w pozytywnym kontekscie.
      LibruKat fRanca? ;)
       
      Pzdr

  10. Witam Artur Odpowiedz

    7 lutego 2012 w 21:46

    Czytam Cie i musze sie wpisac,taki tam procedur….
     
     
    Marta luter kiedys w Twoim wpisie napisala,ze bawisz sie „jajkami”i swoimi goscmi.Cos w tym jest brachu…Wolnosc moja kochana”"”"Ty ja rozdrabniasz,ja ja nazywam.Wladze W-wy np zabronily rozegrania meczu na stadionie,ktore to wladze parenascie godzin wczesniej udostepnily.Wiesz to juz prokuratura.Ale masz racje wszelkie „acta” przejda”
     

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      12 lutego 2012 w 14:32

      Nie bardzo wiem, o co chodzi z tą zabawą. 

      Czemu ty nie piszesz pod nickiem legionista, jak wcześniej? 

  11. Witam Artur Odpowiedz

    8 lutego 2012 w 03:21

    Artur ja wiem,naprawde cos z czytania Twojego bloga wynosze.Jest mi milo,ze Legia.Pozdrawiam.

  12. Witam Artur Odpowiedz

    8 lutego 2012 w 03:24

    Tym badziewiem mnie zaliczyles do idiotow.OK.
    Ja czytajac wasze/sorry/wpisy utwierdzam sie w przekonaniu,ze cos jest nie tak.BO

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      12 lutego 2012 w 14:33

      Znowu nic nie kumam o co ci chodzi. 

  13. Witam Artur Odpowiedz

    8 lutego 2012 w 03:32

    uRWALO ok!!!!
    tRZEBA
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
     
    MIESZA MI SIE,QWA PISZE Z DUZEJ LITERY,ALE MAM TAKI PROGRAM………………..
    sLUCHAJ mISCZU
    wSZYSTKO JEST ZAIFEKOWANE,RANY BOSKIE DUZYMI LITERAMI PISZE
     
     
     
     
     
     
     
     

    • djans Odpowiedz

      8 lutego 2012 w 12:06

      Nie chce mi się grzebać, ale o ile zakład, że mamy z nimi ujemny bilans handlowy? Gdyby odpadli, to może nie zarobią polscy eksporterzy, ale popyt wewnętrzny ktoś będzie musiał zaspokoić.
      Koniec końców ta wiadomość smuci.

      • 7aco Odpowiedz

        9 lutego 2012 w 00:51

        Dodatni to my moze mamy z Papua Nowa Gwinea, bo slyszalem, ze ktos tam zawiozl i opchnal cepeliowska ciupage z termometrem.

        • tadman Odpowiedz

          9 lutego 2012 w 01:07

          Jak to dobrze, że o tej porze już nic się nie je. Zadławienie jak byk.

      • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

        12 lutego 2012 w 14:34

        Dokładnie, smuci. 

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      12 lutego 2012 w 14:35

      Stare ale jare :D

  14. hrponimirski Odpowiedz

    12 lutego 2012 w 21:12

    Niedawna próba samozabójcza (zwana póżniej samookaleczeniem) jednego prokuratora – będąca notabene zwróceniem uwagi na niemoralne prowadzenie się pewnych organów – przypomniała mi pewien dowcip; teraz ten dowcip powtórnie mi się przypomniał za sprawą linku djansa:

    leci tak:

    Na bezludnej wyspie ratuje się jedna kobieta i z 10 chłopa. Po tygodniu kobieta mówi:

    - To niemoralne – i popełnia samobójstwo.

    Po kolejnym tygodniu, jeden z mężczyzn mówi:

    - To niemoralne. Musimy ją zakopać.

    Po następnym tygodniu inny mężczyzna mówi:

    - To niemoralne. Odkopujemy ją z powrotem!

    • djans Odpowiedz

      12 lutego 2012 w 23:11

      @hrPnimirski
      Tutaj, bo tam już chyba wyszło by nieczytelnie.
      Doprowadzenie do takiego konfliktu tragicznego pozwala poznać kto za jakim obstaje paradygmatem (jaką wartość nadrzędną widzi), co jest bardziej klarowne, niż ekstrahowanie nurtów filozoficznych.
      Ten chrześcijanin z łódki, czy libertarianin, być może wcale nimi nie są, co można udowodnić indukcyjnie, krok po kroku stawiając coraz lżejsze alternatywy (na szali: życie, wzrok, ręka,… drugie śniadanie).

      • hrponimirski Odpowiedz

        14 lutego 2012 w 20:47

        ok, ale to że dwie osoby się mogą pobić o szklankę wody na pustyni wcale nie powinno przekreślać libertarianizmu… który w reszcie przypadków może być bardzo dobrym regulatorem życia społecznego…

        problem polega na tym, że jak się za bartdzo odejdzie od libertarianizmu, to wody może zabraknąć nawet w górskich źródełkach, czy jedzenia na żyznych polach Ukrainy

        • djans Odpowiedz

          15 lutego 2012 w 10:20

          Akurat w ostatnim poście celowo zaostrzyłem alternatywę. W pierwotnym przykładzie z linku na szali nie leżało życie, czy zdrowie pytanych libertarian, a jedynie abstrakcja w postaci „przetrwania gatunku”.

          libertarianizmu… który w reszcie przypadków może być bardzo dobrym regulatorem życia społecznego…„ 

          Pełna zgoda; libertarianizm traktowany utylitarnie, jako środek, nie cel. Utrzymanie prymatu wolności jednostki, czy to w przykładzie z zadżumionym miastem, czy to w tej kosmicznej odysei, skutkuje zanikiem życia społecznego. 

          • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

            15 lutego 2012 w 16:41

            Chłopaki, ale macie świadomość o tym, że właśnie mi tu uprawiacie pedalski samogwałt na blogu? Że, mówiąc brzydko, walicie sobie wspólnie konia?
            Sorry, ale o czym jest ta rozmowa?

            Pełna zgoda; libertarianizm traktowany utylitarnie, jako środek, nie cel. Utrzymanie prymatu wolności jednostki, czy to w przykładzie z zadżumionym miastem, czy to w tej kosmicznej odysei, skutkuje zanikiem życia społecznego.

            Kto by miał to utrzymywać i dla kogo?
            Albo jest tak, że daną wspólnotę tworzą jednostki silne, tak silne, że żadna nie pozwoli sobie wleźć na głowę, ktokolwiek by próbował (to wtedy to będą prawdziwi libertarianie), albo to jest społeczność, której ktoś by musiał takie libertariańskie zasady zapewniać. Kto i po co miałby to robić?
            Pojebało was? ;)

            • djans Odpowiedz

              15 lutego 2012 w 18:53

              Tam zaraz walenie – systematyzowanie poglądów.
               
              Kto by miał zapewniać prymat wolności jednostki w libertariańskim świecie? No właśnie to jest ten libertariański paradoks, bowiem albo trzeba zawierzyć jakiejś władzy, która to zrobi, albo permanentnie i kolektywnie usuwać nierówności pozwalające na władzy przejęcie.

              • Artur M. Nicpoń

                15 lutego 2012 w 19:10

                O, to super. To mamy permanentną walkę dwóch utopii w ramach jednej!
                Rewelacja.
                Djansu, to nie jest żaden libertariański paradoks, to jest walenie konia. To jest rozważanie nieistniejących opcji świata którego nie ma. Po co to? Pytam, bo za cholerę nie wiem.
                Nie lepiej zająć się czymś, co ma sens? Co może sprawić, że ty, hrabia, i inni, którzy tu do mnei zaglądacie, będziecie mieli dla siebie i swoich bliskich tej realnej wolności więcej a nie mniej?

        • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

          15 lutego 2012 w 16:28

          „ok, ale to że dwie osoby się mogą pobić o szklankę wody na pustyni wcale nie powinno przekreślać libertarianizmu… który w reszcie przypadków może być bardzo dobrym regulatorem życia społecznego…”

          No hrabio, błagam, skoro miałoby być tak, jak napisałeś, to nie będzie to już żaden libertarianizm. To będzie już coś zupełnie innego. A skoro tak, to bez sensu o tym libertarianizmie gadać, a warto o tym czymś, co libertarianizmem nie jest, a wygląda na lepsze od libertarianizmu, bo realne.

          • hrponimirski Odpowiedz

            15 lutego 2012 w 18:37

            ja nie mówię, że to będzie dalej libertarianizm – mówię tylko, że libertarianizm będzie się dobrze spisywał w każdej innej okoliczności, jeśli chcemy optymalnie zagospodarować ograniczone zasoby; poniżej pewnego progu zasobów oczywiście będzie tylko walka o resztki….

            przeważnie to komunizm doprowadza do walki o resztki a nie wolny rynek i z tym się zgadzamy…

            oczywiście, część osób może się z tym niezgadzać i trzeba im to uświadomić argumnetem siły skoro siła argumentów zawodzi – z tym się chyba też zgadzamy…

            a na głowę można dać wejść sobie w dowolnym momencie – chociażby mój przykład z imprezą… jeśli się gościom za dużo pozwoli, nie trzeba wymyślać żadnych pijanych czy tonących statków, pustyń etc…

            życie jest polityką jak mawiał wielki S…

            • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

              15 lutego 2012 w 19:07

              A nie wydaje ci się, że plemię człowiecze zawsze funkcjonuje, w sposób naturalny, tak jakby odbywała się walka o resztki? Nie wynika ci z tego, że w związku z tym libertarianizm nie ma żadnego zastosowania nigdzie? 
              A jeśli nawet ktoś taki „libertarianizm” gdzieś wprowadzi, to wprowadzi go tylko dlatego, że tak mu się to opłaca. Jemu, ale już niekoniecznie tym ludziom, którzy wtedy faktycznie będą walczyć o resztki.  

              • FFWD

                15 lutego 2012 w 21:52

                Heh, to tak jakby do normalnej dobrej książki wydawca na siłę zainstalował wodotrysk, migające światełko i dzwonek. Jemu się opłaca bo kupujący bierze komplet ale czy taka książka będzie dobra dla czytającego? Analogia może średnia bo tu wszystko jest poukrywane dla oczu zwykłego ludzia, podmieniono mechanizmy aż do znaczenia poszczególnych słów. Niby wszystko jest i jakoś działa ale garb i balast nie pozwala nawet się wyprostować. A Orzeł powinien latać bo taka jest jego natura.
                http://sport.onet.pl/szachy/bartel-pierwszym-polakiem-ktory-wygral-szachowy-tu,1,5028152,wiadomosc.html
                Ruscy szachiści dostali łupnia, małego ale cieszy ;)
                http://niezalezna.pl/23515-intelektualny-chod-sportowy
                Sam mnie przekonałeś do Coryllusa i przemyślałem na nowo to co on pisze. Patrząc na to co się dzieje od strony globalnej (parę poziomów wyżej) ma sporo racji. System się zatrzymał nieco, dalej trwa operacja „Rutek TV”. Czy w tle dobijane są kolejne targi na kolejne dekady?
                 
                Chodorkowski II ? http://www.youtube.com/watch?v=wiGmWecUSjw
                 

              • Artur M. Nicpoń

                16 lutego 2012 w 00:12

                Ten tekst Coryllusa i w ogóle o tym Zybertowiczu, to jest akurat obok gadanie. Niecelne. 
                Jeśli to faktycznie ma być tak, że cały ten kołczing patriotyczny, że się będzie strugać z banana jakichś działaczy, to Coryllus ma rację. Jeśli jednak to będą realne szkolenia, którzy ludziom jakoś tam ponadprzeciętnym, ale naszym, dadzą do ręki konkretne narzędzie, które pozwoli im się lepiej czuć w mediach, lepiej komunikować się z ludźmi itd. to Coryllus strzela nie tam, gdzie trzeba. 
                Zybertowicz ma rację. Robi dokładnie to, co przecież my tu postulujemy od dawna. On, w odróżnieniu od nas, dysponuje jakimś tam autorytetem, więc jest w stanie wyjść poza fazę nawoływań, w kierunku realnych działań masowych. Nie tak jak ja i np. Imhotep, którzy robimy to na swoją skalę w PiSie, każdy u siebie. Szerzej. 
                Coryllus ma rację co do Klubów GP, Rodzin Radyja Ojca Inwestora i leśników. Leśnicy to jest samo sedno tego, o co nam chodzi. Dodałbym od siebie koła łowieckie. To jest nasz naturalny sprzymierzeniec. Oczywiście nie w dużych miastach, gdzie siedzą te niedobitki z SB, czy innego GRU i MO. Ale koła w małych, gminnych miejscowościach, jak Syców (gdzie koła są dwa), to jest to, o czym rozmawiamy. I wiejscy weterynarze. 
                Dlaczego to, co robi Zybertowicz jest cenne i czego nie rozumie Coryllus?
                Albo rozumie, ale udaje, że nie rozumie?
                Ano to jest cenne, że PiS, to nie są tylko dobre chęci Kaczyńskiego, ale to jest struktura żywych ludzi. Każdy taki żywy człowiek ma swoje ambicje, bywa wredny, ma swoje żądania, często od czapy. Ale tacy się w ten PiS zaangażowali, jacy są i oni trzymają teren. Często bardzo fajni ludzie, a często wyjątkowi durnie. Ale tacy jacy są, tacy zaczęli to robić i nikogo z nas, którzy byśmy mogli ich teraz krytykować, jakoś wtedy nie było widać, jako chętnych do tej roboty.
                Tych ludzi można w PiS przesunąć na pozycje boczne, honorowe i bezdecyzyjne tylko na dwa sposoby:
                1. wejść do PiS i zacząć tam działać MIMO wszystkich przykrych rzeczy i rozczarowań, jakie cię tam spotkają. I to, co ci się uda zrobić, to jest ten konkret. Wbrew pozorom da się awansować, szybko docierać coraz wyżej i wyżej. I przeprowadzać zmiany. 
                2. zbudować niezależną strukturę niezależną w stosunku do PiS, ale tworzoną przez ludzi, którzy potrafią sformułować swoje oczekiwania w stosunku do polityki, roztasować się, wyłonić swoich liderów i dać im wystarczająco duże poparcie, by PiS musiał się z głosem takiej struktury liczyć i np. wprowadzić tych ludzi na listy wyborcze. 

                Ta druga opcja jest bardziej inwazyjna, ale też skuteczna. Ruch Zybertowicz pomaga de facto Kaczyńskiemu i tym, którzy z nim współpracują realnie, w ukręceniu bata na tych wszystkich durniów i niedojdy w terenie. Durniów, ale z przerostem ambicji i oczekiwaniami z kosmosu. Po prostu gościowi, który poparcie swojego stuosobowego środowiska wiąże z jakąś funkcją dla syna, można będzie powiedzieć, żeby się pierdolił na ryj. A on wtedy nie dość, że swojego poparcia nie zabierze, to tym chętniej go udzieli. Bo nie odmawia się sile. 

                Zybertowicza akcja jest też o tyle cenna, że poza maszerowaniem w pochodach ci omotani Polacy nawet nie bardzo wiedzą, co by mieli robić, żeby jakoś wspomóc udręczoną Ojczyznę. A czasami wystarczy naprawdę niewiele, żeby zmienić bardzo dużo.
                Będzie więc można ludziom coś konkretnego do roboty dać. Daj Boże.
                Najlepiej coś, co zwiększa własność zwykłych ludzi.
                Z pewnych względów czekam więc na urealnienie tej inicjatywy Zybertowicza z utęsknieniem. Bardzo jestem ciekaw zdolności tej struktury we wdrażaniu projektów. Postaram się szybko poddać ich takiemu testowi.  

              • hrponimirski

                16 lutego 2012 w 00:03

                nie zawsze o resztki ; )

                w większości władza to sztuka dla sztuki ; )

                atawizm, który nam pozostał ; )

              • Artur M. Nicpoń

                16 lutego 2012 w 00:20

                Atawizm w tym ujęciu mi nie pasuje. To nie jest tak, że to jest jakaś cząstka zwierzęcia, która w nas pozostała jako cień czegoś innego, jak jakaś kość ogonowa. Udział w walce o władzę to samo sedno naszej natury. Nas takimi, jakimi jesteśmy.  Ja tego nie dyskutuję. 
                Natomiast samo zachowanie się rodzaju ludzkiego jest dokładnie takie, jakby za chwilę miało już niczego nie być. Więc każdy rwie do siebie ile sił.  

              • hrponimirski

                16 lutego 2012 w 17:18

                OK, ale kiedyś jak było mniej zasobów to miało sens…

                teraz po rewolucji przemysłowej, choć każda cywilizacja zapewniała jakotaki poziom życia, to jest tylko zaszłość – po prostu ewolucja nie nadążyła…

                ale od łagodzenia tego jeet kultura…

                zresztą timmy pisze o zezwierzęceniu na tym niby liberalnym statku – więc to jest chyba ten Twój stan naturalny odarty z kultury…

              • Artur M. Nicpoń

                16 lutego 2012 w 18:49

                Ale co to znaczy, że kiedyś to miało sens, skoro jest nadal?
                Czyżbyś, hrabio, postulował powołanie jakiejś instytucji, która by miała badać, czy to ma jeszcze sens i ewentualnie regulować ludzkie potrzeby?
                :D
                Faktem jest, że potrzeby są większe od zasobów. Oprócz tych zasobów, które wciąż powstają na zaspokojenie tych wszystkich potrzeb, są też zasoby, których nie przybywa, jak ziemia itp. O nie, o to do kogo będą należały, wciąż toczy się walka. I to nie jest jakaś zaszłość, ale realna ludzka potrzeba teraz i tu. Jeśli bowiem nie ta potrzeba i nie natura, to musi być jakiś system, który będzie po uważaniu ustalał, ile i czego ludziom potrzeba. Żeby tę walkę wyeliminować.

                Kultura i odarcie z kultury to coś innego. To, co na tym statku się dzieje, to jest własnie kultura. Tyle, że z naszej perspektywy zdegenerowana i chora. 

                Odarcia z kultury taki statek by nie przetrwał. Albo zmienił się w kolejny somalijski piracki okręt.  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>