FacebookRSSYoutube
  1. Loading ...

Liberalizm sralizm 2

Powiedzmy sobie, że to jest glossa do poprzedniego tekstu. I do wielu poprzednich.

Jako, że to jest tylko blognota, to z musu idziemy skrótami. To oznacza, że nie sięgam tutaj teraz do konkretnych autorów i ich dzieł, ale idę wikipedią i sporządzonym na jej potrzeby brykiem. Naprawdę nieważne jest, co sobie jeszcze pisali różni autorzy z pozycji liberalnych i na ile to ich pisanie, w jakichś tam wycinkach i detalach ma sens. Rozmawiamy nie o rozwiązaniach typu- niskie podatki są tak samo pożyteczne dla władzy, jak i ludu (tu może paść cały szereg uzasadnień, jak bardzo na tej płaszczyźnie interes władzy i interes ludu są zbieżne)- bo to są po prostu rozwiązania dla konkretnych spraw. One nie potrzebują żadnego ideologicznego uzasadnienia poza takim, że do wprowadzenia takich rozwiązań wystarcza wola władzy wsparta zwykłym rozsądkiem. W tekście, nie tylko tym zresztą, wziąłem sobie na tapetę liberalizm jako ideologię, bo tę właśnie ideologię zwalczam, albowiem to min. ona powoduje imposybilizm prawicy i zwyczajnie ją kastruje. O tym, że od tego całego liberalizmu prawica przestaje być prawicowa nie wspominam. A prawica, która nie przestanie wreszcie gadać michnikiem nie ma szans.

Idąc więc za wikipedią jakież to mamy owego liberalizmu aspekty, ano takie:

Liberalizm polityczny – jest przekonaniem, iż jednostki są podstawą prawa i społeczeństwa. Zgodnie z tym przekonaniem społeczeństwo wraz ze swoimi instytucjami powinno chronić wolność pojedynczych jednostek bez faworyzowania tych o wyższej pozycji społecznej. Magna Charta Libertatum z 1215 roku jest przykładem politycznego dokumentu potwierdzającego, że prawa jednostki stoją ponad przywileje monarchów. Polityczny liberalizm kładzie nacisk na umowę społeczną, zgodnie z którą obywatele tworzą prawa ich dotyczące i jednocześnie zgadzają się na ich przestrzeganie. Umowa ta jest oparta na przekonaniu, że obywatele wiedzą najlepiej, co jest najlepsze dla nich. Liberalizm polityczny stał się początkiem liberalnej demokracji.

Liberalizm społeczny (kulturowy, obyczajowy) – skupia się na prawach jednostek do ich sumienia i stylu życia. Liberalizm kulturowy obejmuje takie kwestie jak wolność seksualna, wolność religijna, wolność poznawcza oraz ochronę przed ingerencją państwa w sferę życia prywatnego. O liberalizmie kulturowym pisał John Stuart Mill w swoim dziele O wolności (On Liberty), ostro sprzeciwiając się ingerencji państwa, struktur religijnych lub jakichkolwiek innych form nacisku w życie prywatne jednostek, które mają prawo do własnej moralności jak i w skrajności także czynienia szkody samym sobie[3]. Przykładem liberalizmu kulturowego jest np. sprzeciw wobec państwowych regulacji dotyczących sztukigier hazardowychseksuprostytucjiaborcjiantykoncepcjialkoholu i narkotyków.

Liberalizm gospodarczy (ekonomiczny) – pogląd, który odrzuca wszelkie ograniczenia, które krępują wolny rozwój gospodarczy i wolną konkurencję na rynku, promując „państwo-minimum” tzn. państwo ograniczające swoją działalność do zapewnienia bezpieczeństwa wewnętrznego, zewnętrznego oraz zajmowania się sprawami, którymi nie jest w stanie zająć się prywatny kapitał. Warto zauważyć, że wszystkie środki, które posiada państwo, aby wypełniać funkcje, z którymi – jak wyżej – prywatny kapitał „nie jest w stanie sobie poradzić” pochodzą właśnie z prywatnego kapitału.

Liberalizm socjalny – zwany także nowym liberalizmem lub reformowanym liberalizmem powstały w późniejszych latach XIX wieku w krajach rozwijających się, na który wpływ miały poglądy Jeremiego Benthama oraz Johna Stuarta Milla. Według poglądu warunkiem korzystania z wolności jest zagwarantowanie przez państwo wszystkim obywatelom równych szans w dostępie do podstawowych dóbr (np. edukacji, kultury, służby zdrowia).

I to by się chyba z grubsza zgadzało, tak? Z tego nam później powychodzą te różne nurty, z jednej strony Korwin Mikke, z drugiej strony Sadurski- obaj odwołujący się do tej samej ideologii i obaj uważający właśnie siebie za tych liberałów właściwych.

No to co my tu mamy?

Mamy najpierw ten „liberalizm polityczny”, a w nim błąd fundamentalny brzmiący „jednostki są podstawą prawa i społeczeństwa”. Dlaczego to błąd? Żeby było łatwiej proszę sobie odpowiedzieć na pytanie- jakie prawa miał Robinson Crusoe, zanim przysposobił sobie Piętaszka? Miał jakieś? W odniesieniu do czego/kogo te prawa? No właśnie. I nie chodzi mi tu o to, że „jednostka niczym” itd., bo jednostka wszystkim, zwłaszcza dla tej jednostki. Niemniej aby sensownie cokolwiek powiedzieć o prawach jednostki, to ta jednostka musi zostać najpierw umieszczona w jakimś kontekście. Musi być otoczona innymi jednostkami. Musi być w stadzie. A jak w stadzie, to (pójdę na skróty), nikt nigdy nie słyszał o prawach wilka, ale o surowych prawach wilczego stada słyszał każdy.

Dlaczego tak jest? Z bardzo prostej przyczyny. Człowiek jest stworzeniem stadnym. Bez stada umiera (o ile nie trafi na żyzną wyspę w tropikach). Pierwszym więc prawem, o jakim można mówić w stosunku do człowieka, a mówimy o prawach natury, to jest prawo stada, które pozwala stadu przetrwać. I dla każdego stada na świecie te reguły przetrwania będą trochę inne, a to przez wzgląd na geografię, klimat, dostępne dobra i otaczających stado wrogów. Tedy wszelkie te -izmy, ze swoim globalistycznym quasiuniwersalizmem, są już na starcie o kant dupy potłuc. Po prostu taka Polska, aby być bytem suwerennym, samosterownym, zdolnym do obrony swojego terytorium, majątków swoich obywateli itp. ze względu na to, gdzie leży i kto nas otacza, ma zupełnie inne reguły przetrwania niż Wielka Brytania otoczona wodą i będąca  z naszej perspektywy takim bajkowym Shire, w którym mówiący po angielsku Hobbici leniwie palą fajeczki. Podczas gdy my graniczymy z Mordorem Mniejszym i Mordorem Większym. Przypomnę też, że z oboma Mordorami graniczymy rozległymi równinami, które aż się proszą, żeby na nich rozpędzić konnicę, czy inne czołgi. Zgoda?

A skoro zgoda, to znaczy, że najpierw prawa stada umożliwiające stadu co najmniej przetrwanie (a najlepiej i ekspansję), a dopiero wewnątrz tych praw stada- prawa jednostek. Jednostek, które jeśli nie są zainteresowane przynależnością do stada, to mogą je w dowolnej chwili opuścić.

Dodajmy sobie, że całe to ględzenie o Magna Charta i o tym, jak to kaprysy monarchów muszą być wiązane prawem, włóżmy między bajki- historia Anglii najlepiej dowodzi, jak niewiele to wszystko było warte i gdy było trzeba, to ścinano kogo trzeba, a jak się chciało dobrać do czyjegoś majątku, to sie dobierało i nie chroniło delikwenta nic.

Podobnym kuriozum jest ta cała umowa społeczna. Damy cytat, bo śmieszny:

Polityczny liberalizm kładzie nacisk na umowę społeczną, zgodnie z którą obywatele tworzą prawa ich dotyczące i jednocześnie zgadzają się na ich przestrzeganie. Umowa ta jest oparta na przekonaniu, że obywatele wiedzą najlepiej, co jest najlepsze dla nich.

Pomijając już tę prostą oczywistość, że owej umowy społecznej nikt nigdy na oczy nie widział, nikt nikogo o nic nie pytał i nikt się na nic nie zgadzał, to najśmieszniejszy jest ten fragment o tym, jak to obywatele wiedzą najlepiej. No i mamy tego całego Tuska od 5 lat, którego sobie wybrali obywatele, którzy wiedzą najlepiej. I co mamy? Ano mamy paliwo po 6 złotych, a było po niecałe 4. Żeby nie być gołosłownym wklejam fotę.

Mamy podwyżki podatków, 100  tysięcy biurokratycznych szubrawców więcej, rozkradane pieniądze na inwestycje, korupcję jak wszyscy diabli, nieczynne drogi, nieczynne koleje, nieczynną służbę zdrowia, za chwilę pakiet klimatyczny, czyli płacenie pensji róznym ekologicznym skurwysynom za ich kłamstwa, mamy wesołego Bronka, mamy Halickiego i izwienitie Grasia. I to jest to lepsze, drodzy państwo. To jest to lepsze, co to obywatele sami wiedzą, co im się najbardziej opłaca.

Ach, jest jeszcze to, żeby ci o wyższej pozycji społecznej nie byli faworyzowani. No i co to oznacza w praktyce? Ano w praktyce oznacza to tylko tyle, że ci o wyższej pozycji społecznej i tak będą faworyzowani, bo taka jest natura świata i tego sie nie zmieni, za to w ten naturalny i zdrowy układ wprowadza się sztuczny i zewnętrzny regulator, jakim jest prawo (PRAWO!!!), co oznacza tylko tyle, że ci, którzy nie są faworyzowani ze względu na swój niski stan będą musieli zapłacić jeszcze więcej. Więcej o tyle, ile kosztuje faworyzowanie znaczniejszych z ominięciem prawa. Im więcej więc tych praw, tym koszty wyższe, czego doświadczamy dziś na własnej skórze żyjąc w liberalizmie realnym.

No i samo prawo. Prawo, jako ten regulator, o którym już sobie kilka słów powiedzieliśmy. Prawo, które w oczywisty sposób nie chroni słabych. Prawo, które słabych wiąże w chwili, w której zrywają się silnym z łańcucha, ale nadal wierzą w „podstawy cywilizacji”. Świetnym exemplum na to jest ostatni wyrok ws. stanu wojennego, gdzie Kania został uniewinniony, Kiszczak dostał 2 lata w zawiasach, a Jaruzelski w ogóle został z procesu wyłaczony. Jedynym zaś, który poszedł siedzieć, jest Słomka, któremu podwładni Kiszczaka i Jaruzelskiego zamordowali matkę, którzy samego Słomkę wtrącili do lochu i na których Słomka się przyszedł w rozpaczy do sądu pożalić. Dlaczego Jaruzelski i Kiszczak nie wiszą do dziś? To proste- chroni ich prawo. To samo prawo, które nie chroniło matki Słomki. I Przemyka i ks. Popiełuszki. I wielu innych. A my, jak te barany, daliśmy sobie tym prawem zamydlić oczy zamiast tych skurwysynów powiesić bez sądu. Bo i jaki sąd jest tu potrzebny? Ktoś mi może powiedzieć?

Następny był ten „liberalizm społeczny”. Co to znaczy w praktyce „liberalizm społeczny”? Ano oznacza to:

1. Dyskredytujcie wszystko, co dobre w kraju przeciwnika.

2.Wciągajcie przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia.

3.Podrywajcie ich dobre imię. I w odpowiednim momencie rzućcie ich na pastwę pogardy rodaków.

4.Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających.

5.Dezorganizujcie wszelkimi sposobami działalność rządu przeciwnika.

6.Zasiewajcie waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju.

7.Buntujcie młodych przeciwko starym.

8.Ośmieszajcie tradycje waszych przeciwników.

9.Wszelkimi siłami wprowadzajcie zamieszanie na zapleczu, w zaopatrzeniu i wśród wojsk wroga.

10.Osłabiajcie wole walki nieprzyjacielskich żołnierzy za pomocą zmysłowych piosenek i muzyki.

11.Podeślijcie im nierządnice, żeby dokończyły dzieła zniszczenia.

12.Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany, zwróci się stukrotnie.

13.Infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów.

Mam nadzieję, że nie trzeba w tej materii dodawać nic więcej do tego, co dawno temu powiedział Sun Tzu.

Po prostu niemożliwe jest utworzenie państwa liberalnego, w którym każdy może mieć (a jak może, to z czasem ma) swoją odrębną moralność, a co wraz z tym idzie i etykę i lojalności. Oznacza to bowiem, że ludzie ci przestają być stadem, a prawa stada przestają ich chronić. Stają się za to zbiorem bezsilnych jednostek, które aż się proszą o to, by zostać pożartymi przez inne stada, te które nie są głupie, rozumieją swój interes i potrafią o niego zadbać. A tak się składa, że Polska to nie jakaś rajska wyspa na Pacyfiku, tylko, jak już to sobie powiedzieliśmy, klin wbity pomiędzy dwa Mordory. Liberalizm społeczny jest więc z naszego punktu widzenia niczym innym, jak metodą podboju wymierzoną wprost w nas.

Mamy też ten „liberalizm ekonomiczny” i on jest w tym wszystkim najciekawszy, bowiem prawica ma naturalną tendencję do odwoływania się do niego, przez co mamy takiego potworka językowego, jakim jest konserwatywny liberalizm, czyli coś wewnętrznie sprzecznego, bo albo rybki, albo pipki. Gdybyśmy zrobili taki zabieg i na ten liberalizm ekonomiczny popatrzyli odrzucając ideologię, czyli jak na zbiór pożytecznych porad, to nie bardzo będzie wtedy nad czym dyskutować. No, może poza tym, że tylko część ludzkiej aktywności podlega rachunkowi ekonomicznemu, czyli musi się opłacać, ale większość ma zupełnie inne motywacje, cele i założenia. Jeśli jednak tak na to popatrzymy, bez ideologii i bez dogmatyzmu, czyli jako na zdroworozsądkowe recepty, to gdzie tu w ogóle jest miejsce na jakiś liberalizm? Moim zdaniem nie ma. Zwłaszcza, że nie wszystkie recepty, nie wszędzie i nie zawsze przynoszą ten zestandaryzowany skutek. Czy, choćby ta niechęć do własności państwowej, czy też publicznej, motywowana właśnie tą ideologiczną sraczką intelektualną. Podam prosty przykład. Cukrownia „Wrocław” we Wrocławiu. Już nieistniejąca. Fabryka leżała (wraz z przyległościami) na 50 ha gruntów we Wrocławiu. Pomijam już fakt, że sam ten grunt okazał się droższy, niż cała kwota, którą uzyskało polskie państwo z prywatyzacji kilkunastu cukrowni w holdingu. Mniejsza już o to całe złodziejstwo, które się odbyło podczas tej prywatyzacji. Skutek jest jednak taki, że nowy właściciel, przez przypadek Niemcy kupujący cukrownię przez podstawioną francuską firmę, zlikwidował tę fabrykę, która będąc państwowa dawała 150 mln złotych czystego zysku rocznie, a okoliczni rolnicy uprawiali i dostarczali tysiące ton buraków, zarabiali na tym niezłe pieniądze, zaś cukier kosztował 1/3 tego, co dziś. U nas, w sklepach. Powtórzę to- fabryka była państwowa i dawała zyski ludziom i państwu. Teraz jako własnośc prywatna została zlikwidowana i nie daje zysków ani ludziom, ani państwu.

Ostatni aspekt, to „liberalizm socjalny”, który tak naprawdę jest zwykłym socjalizmem podlanym „wolnościowym” sosem i nie warto się nawet nad nim pochylać.

No to mamy, z grubsza, ten cały liberalizm na tacy. I jasne, Rothbard napisał to, a Mises tamto, a von Hayek jeszcze owamto. I co z tego, że spytam? Von Hayek, czy Friedman mają jeszcze jako taki sens w roli doradców władcy, czyli suflowania konkretnych rozwiązań komuś, kto rządzi. Jaki mają jednak oni sens dla zwykłego zjadacza chleba- nie mam pojęcia. Jeśli zwykły zjadacz chleba ma coś z tego całego liberalizmu (ekonomicznego), to wyłacznie zaciemniony obraz sytuacji, oraz ideologiczne ukąszenie, które mu utrudnia realną ocenę tego, co się wokół niego wydarza. Stąd niektórzy twierdzą, że nie widzą różnicy między rządami Tuska, a rządami Kaczyńskiego, bo obaj są takimi samymi socjalistami. Normalny człowiek, któremu się ideolo nie rzuciło na oczy, takich trudności percepcyjnych nie ma. Po prostu każdy normalny człowiek wie, że lepiej jak mu państwo mniej zabiera, niż więcej, lepiej jak się wsiada do pociągu drzwiami a nie oknem, lepiej jak lekarze recepty wypisują, niż jak nie wypisują, lepiej, jak jest 100 tysięcy biurokratów mniej, niż jak jest więcej, lepiej jak jest podsłuchów mniej niż więcej, jak jest fotoradarów mniej niż więcej, lepiej jak samoloty z prezydentami nie spadają niż spadają, a jak spadną, to lepiej jak ktoś za to odpowiada, niż nie odpowiada. Człowiek bez ideologicznych okularów na oczach widzi takie coś bez trudu. Człowiek, który nie dał się okłamać widzi takie coś wyraźnie.

Widzimy więc, że z jednej strony jest ten liberalizm wewnętrznie sprzeczny, bo i dotowane z podatków równe szanse dla wszystkich jako warunek wolności i leseferyzm w jednym (to tak, jakby abp. Mering i Nergal zasiadali razem w Konferencji Episkopatu Polski), a z drugiej strony kompletnie oderwany od realiów, od tego, jak świat działa w rzeczywistości, jakie są motywy ludzkiego działania, jakie są ludzkie instynkty itp. Liberalizm jest po prostu bajką o lepszym świecie. Póki jeszcze ludzie wierzyli naprawdę w Boga, to wiedzieli, że „królestwo moje jest nie z tego świata” i doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że tu, na tym łez padole, nie tylko nie da się zbudować raju, ale i niczego zmienić na tyle, by warto było w ogóle o tym mówić. Dzięki temu ludzkie życie miało i swoją wartość i swój smak i swoją godność. Oświecenie, czyli socjalizm/liberalizm i cały ten  obłąkany bełkot, zamienił ten żywy organizm w chory mechanizm, w którym człowiek jest tylko anonimowym trybikiem.

No i teraz tak- to wszystko jest odbiciem piłeczki serwowanej przez wikipedię. Na potrzeby tego tekstu przyjąłem, że te cytaty z wiki wystarczą. Możemy sobie, co oczywiste, pogadać szczegółowo o tym, co Mill, co Friedman, co Bastiat, czy kto tam. Jasne. Powtórzę więc- nie kwestionuję sensowności poszczególnych rozwiązań zwłaszcza, gdy stosuje się te rozwiązania niedogmatycznie (np. ogólnie władzy się opłaca nie wtrącać do biznesu- szczególnie małego i średniego (przy czym ten duży już powinien być monitorowany, bo duży biznes, to konkretna siła, czyli polityka) i można sobie do pewnego poziomu opowiadać o tym, jak to pieniądz nie ma narodowości, bo co to komu szkodzi, że sobie Niemiec, czy Marsjanin otworzy u nas biznes?- ale jak Gazprom chce kupować polski sektor paliwowy, albo Niemcy chcą kupować polskie banki, to nie i chuj!).  Sprzeciwiam się liberalnej ideologii. Mam ją za twór chory, w skutkach totalitarny, nieludzki, odzierający człowieka z godności, pętający systemem jurydycznym, wpędzający w imposybilizm, wygaszający naturalne instynkty, w tym instynkt do używania przemocy, co sprawia, że ludzie stają się bezsilni wobec anonimowego systemu.

Tym, co ze swojej strony proponuję, jest wyjście poza to popaprane myślenia w kategoriach -izmów, poza karmienie się bajkami, popatrzenie na sprawy tak, jak się mają i wyciągnięcie z tego wniosków. A te wnioski są w miarę oczywiste, z czego pierwszym jest całkowite i kompleksowe odrzucenie tego całego syfu. A jak już się to zrobi, to dopiero wtedy do człowieka dociera prawdziwy ogrom możliwości. Dopiero wtedy otwierają się prawdziwe horyzonty.

Nagle się okazuje, że Jaruzelskiego i Kiszczaka można powiesić i od tego wypadałoby zacząć.

------------------------- Boże chroń Jarosława Kaczyńskiego --------------------------

Podobne artykuły:

Protolemingi
Co nas chroni oprócz broni?
gościnnie Tadeusz Korzeniewski: Genialne chłopaki polskie
POlska herbu Krzywonos
Wesołych Świąt!
Hell on Wheels
Chyba trzeba będzie jakiś remont zrobić

Puść to w lud, ku nauce!

Opublikowane przez w 19 stycznia 2012. Umieszczone pod Cywilizacja,Najnowsze. Możesz śledzić wszystkie odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0. Możez zostawić odpowiedź lub trackback do tego wpisu

32 odpowiedzi Liberalizm sralizm 2

  1. Timmy Odpowiedz

    19 stycznia 2012 w 19:26

    Nie odniosę się do części cytatowo – merytorycznej, za dużo trzeba by wchodzić w szczegóły, generalnie się zgadzam, no może oprócz tego potępienia teoretyków w całości, bo Bastiat to był prawdziwy kozak ;-)

    O to mi się rozchodzi:

     ”Sprzeciwiam się liberalnej ideologii. Mam ją za twór chory, w skutkach totalitarny, nieludzki, odzierający człowieka z godności, pętający systemem jurydycznym, wpędzający w imposybilizm, wygaszający naturalne instynkty, w tym instynkt do używania przemocy, co sprawia, że ludzie stają się bezsilni wobec anonimowego systemu.”

    Trafiłem kiedyś do takiego libertariańskiego raju, w latach 90tych wylądowałem na wielkim, luksusowym, amerykańskim wycieczkowcu (co nawiasem pisząc pokazuje, jak sztucznych warunków wymaga libertariański raj). Wszystko dobrowolne. Chcesz tu pracować – pracuj, nie chcesz – nie pracuj. Pękasz, wysiadasz w następnym porcie, bez urazy. Kontrakt 9 miesięcy, robota 7 dni w tygodniu, 14 – 16 godzin dziennie. No i dobrze. Pensja gwarantowana – zero, max ilość dni chorobowego – 3, wszystko ponad to – zjazd do chałupy. Pieniądze wyrywasz w gotówce od gości, nikt ci do kieszeni nie zagląda, zero podatku od czegokolwiek, nie zrzucasz się na nic, pełna wolność.

    Ideolo (bo było, a jakże!) – wymagamy od ciebie tylko tego, co w kontrakcie, konkretnej pracy, odtąd dotąd. Poza tym nic nas nie interesuje, hard – core liberalizm. Lubisz pedziów – ok, wszystko przepijasz – ok, chcesz się modlić - ok, wolisz dziwki od walenia konia - ok, kochasz zabytki – ok, kasyno – ok. Póki nie wieprzasz się innym w prywatne życie i pracujesz zgodnie z umową – wszystko gra. 

    Istotą tego ideolo było to, że człowiek nie jest, że tak się wyrażę, integralną całością. Robisz swoje w robocie (dobrowolna umowa) a potem co już tam chcesz – układasz ikebane, czytasz Petrarkę i przytulasz dzieci. Coś jak liberalny, procentowy podział na konsumenta i producenta w człowieku. W robocie jesteś chuj i robot (bo taka jest cena efektywności) a po robocie jesteś anioł. Chyba nie muszę pisać, jaka to brednia. Jak jesteś chuj przez 16 godzin, to jesteś chuj na amen. Po robocie ludzie byli dokładnie tacy sami jak w robocie. Bo te 16 godzin w robocie i 8 po robocie to 2 części tego samego życia.

    I teraz historyjka z tamtych czasów. Miałem taką asystentkę w restauracji, Niemkę (brzydka). Wysłalem ją do kuchni po ostanie desery. Czekam, czekam – a ta gdzieś znikęła. Idę do kuchni poszukać zguby. Patrzę  – a ta siedzi przy zmywaku i ryczy. ‘Czego ryczysz pindo? Goście (wpierdolili już 4 dania) się niecierpliwią, gdzie ich tiramisu?’. A wszystko okraszone fakami i pianą na pysku. Ta dalej ryczy. Ok – ‘co się stało?’. Nie chce powiedzieć. ‘Gadaj, bo ci przywalę, przysięgam’. Jeden Angol nawyzywał jej od dziwek, bo mu niechcący (statek kiwnął) przewróciła tackę ze sztućcami. ‘I to wszystko? Zaraz ci gorzej nawyzywam’. Ta znowu ryczy.

    I wtedy coś do mnie dotarło. Kim ja się stałem? Gdzie ten człowiek, którego ojciec i dziadek uczyli przez tyle lat, co to znaczy być meżczyzną, co się należy kobiecie, jak się traktuje słabszych, jak być dobrym człowiekiem itp? Pół roku w wielkiej, stalowej liberalnej puszce i nic z tego nie zostało. Nie widzę w niej kobiety, nie widzę istoty słabszej, nie widzę człowieka – widzę tylko zadanie, które ocenia się wyłącznie wg kryterium wykonane/niewykonane.

    ‘Który Angol?’. Jeszcze większy ryk. ‘Powiedz, który Angol, bo jak nie powiesz, to przyleję tobie, a nie jemu’. Ten i ten. Wróciłem do restauracji i na środku sali uroczyście dałem mu w mordę. Wszyscy oficerowie i management nagle zainteresowali się malowniczym widoczkiem za oknem (za bójkę na statku była dyscyplinarna wyjebka z pracy na koszt winnego).             

    A teraz Kiszczak. Jak spsiały musi być naród, o którym Kiszczak mówi ’durnie, durnie’, gdy po procesie, gdzie dostał te dwa lata jakaś dziennikarka spytała, co sądzi o tych, którzy krzyczą ‘morderca’. Czy jest jakiś niższy poziom spedalenia?    

    Sorry za przydługi wątek osobisty, ale po mojemu to się wiąże, taka egzamplifikacja ;-)

    Pozdro!       
       

       
       

      

    • djans Odpowiedz

      19 stycznia 2012 w 21:14

      Timmy, i teraz, i przedtem (o korporacjach) zapodałeś warsztatowo świetną i smakowitą przypowiastkę. Jeśli masz czas na blogowanie, to wrzuć linka; albo zacznij ;)

      • Timmy Odpowiedz

        20 stycznia 2012 w 10:58

        Rzeczy, które czasami wrzucam u Nicka, nie publikuję nigdzie, bo najnormalniej w świecie nie przeszłyby przez cenzurę. Gadaliśmy kiedyś przy wódce o tym, żebym rozpoczął cykl wspominkowy „Kącik żydowski”, gdzie opisywałbym moje doświadczenia z żydami, w sytuacjach, gdy żydzi mają nad tobą przewagę (bo są np. klientem). Mottem tego cyklu miał być klasyczny żarcik ze statków pasażerskich – „Dlaczego Hitler eksterminował żydów? Bo pracował wcześniej jako kelner na statku”. Myślisz, że coś takiego by przeszło np. w s24? Ban na trzy pokolenia, minimum. 

        Napiszę coś, może dzisiaj, o rasizmie na statkach i wrzucę tutaj. Bez żydów, bo to osobny temat.

        Pozdrawiam,   

        • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

          20 stycznia 2012 w 14:05

          Wszystko masz już gotowe, jakby co. Testowo wrzuciłem dwa twoje teksty filmowe, z blogspota. 

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      20 stycznia 2012 w 08:24

      Timmy, weźże te swoje tekściory z innych miejsc poprzenoś tu do mnie i opowiadaj więcej takich, plizzz.

  2. davenia Odpowiedz

    19 stycznia 2012 w 21:22

    ok. Panowie, a moglibyscie zaczac od unikania jednak slowa na „ch…”?
    Rozumiem, ze temat nie jest wdzieczny, ze meskie rozmowy, no ale wszystko zaczyna sie od jezyka wlasnie… 

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      20 stycznia 2012 w 08:40

      Ależ unikamy!
      Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile by tych słów tu było, gdybyśmy się nie pilnowali. :D

  3. djans Odpowiedz

    19 stycznia 2012 w 21:35

    Nicek, nie lubię takich Twoich tekstów, bo nie ma punktu zaczepienia do jakiejś polemiki krytycznej.
     
    O tych prawach stada, nieuniwersalnych, warunkowanych przez okoliczności przyrody piszesz to samo, co ja dwa lata temu na salonie przy rozważaniach o Prawie Naturalnym. Miło wiedzieć, że ktoś czytał ;)  
     
    Natomiast o prawdziwych funkcjach prawa stanowionego piszesz bardzo podobnie do Jasienicowej obserwacji odnośnie schyłkowej demokracji Rzeplitej, która miast do ochrony interesu braci szlacheckiej służyła do jej moralnego rozbrajania i intelektualnego rozbrajania.
    Od siebie dodam, że prawo stanowione może być dobre na tej samej zasadzie, co tradycja – tzn. pozwala mniej więcej równym sobie chronić interesy i rozstrzygać drobniejsze spory bez każdorazowego spinania poroży.

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      20 stycznia 2012 w 08:46

      Mnie nie chodzi o to, żeby jakoś zlikwidować prawo stanowione, ale o to, żeby go nie fetyszyzować. Przecież to jest tylko jedno z wielu narzędzi, a nie jakiś świecki bóg.

  4. FFWD Odpowiedz

    19 stycznia 2012 w 22:28

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      20 stycznia 2012 w 08:48

      tekstu Eski nie ma.

      • djans Odpowiedz

        20 stycznia 2012 w 11:00

        VOILÀ!
         

        • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

          20 stycznia 2012 w 14:06

          Dziękson. Ale weź mi powiedz, czemu ta notka wyparowała z s24, wiesz? 

          • djans Odpowiedz

            20 stycznia 2012 w 17:17

            To chyba najlepsiej autorkę zapytać, bo nie sądzę, żeby to jakaś forma szykan/cenzury była, bo i dlaczego.

  5. Paweł Odpowiedz

    19 stycznia 2012 w 22:38

    Eh i znowu do tego Konfucjusza wypadałoby nawiązać, z jego naprawianiem nazw.
    Wolnościowcy to nie liberałowie, tylko libertarianie!

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Libertarianizm

    Ten cały bałagan nazewnictwa, specjalnie lewackie media promują, aby za prawicę „liberałowie” spod znaku PO byli przedstawiani jako prawica, albo nacjonalni socjal-demokraci rodem z niemieckiego NSDAP. Brak słów komentarza, gdy ta główna siła polityczna III Rzeszy jest przedstawiana jako prawicowa… Zresztą wikipedia cała lewicowa mocno, wygląda jak projekt pomyślany w nie tylko „krzewiącym wiedzę” celu. Skoro studenci szukają odpowiedzi na wszystkie nurtujące ich pytania, w pierwszej kolejności tam, to co dopiero przeciętny człowiek, nie mający czasu na wizytę w bibliotece? Jeśli większość ludzi sięga po odpowiedzi w jednym miejscu, to jaką władzę nad tymi ludźmi ma osoba (a raczej grupa osób), która mogłaby kontrolować to miejsce? I jeszcze do tego ta piękna otoczka „demokracji”, z „niezależnymi” moderatorami i „sprawdzaczami”… Cud miód. Niemało jednak historii, gdzie wszechwiedzący moderatorzy, nie dopuszczali zmian w treści – szczególnie w podstronach ideologicznych, politycznych, religijnych…

    • piotr34 Odpowiedz

      20 stycznia 2012 w 05:48

      @Pawel
      Pewnie ze z ta Wikipedia to tak jest.Kiedys troche(nie zeby duzo ale i nie tak malo)sobie tam rozne wpisy wrzucalem.Ot na zasadzie ze czegos tam zbyt dobrze nie wiedzialem,wchodze na Wiki zeby poczytac a tam juz w ogole dwa zdania na krzyz.No to czasem dopisalem te kolejne pare zdan albo oczywiste bledy skorygowalem.Hmm-w sprawach nie zwiazanych z polityka to haslo czekalo na weryfikacje po kilka dni a bywalo ze i kilka tygodni ale sprobuj no cos zmienic w haslach „niepoprawnych politycznie”(typu feminizm,rasizm,Zydzi,UB itp)-zmiany byly zawsze kasowane po 5-10 minutach.KTOS po prostu ma te „wrazliwe politycznie” hasla na Wiki pod CIAGLYM nadzorem i nie podskoczysz.A cala ta gadka o wojnach edycyjnych czy podpieraniu sie zrodlami to bajka dla naiwnych-w haslach NIE „wrazliwych politycznie” to i owszem ale w dziedzinach „strategicznych” nic ci zadne chocby i TWARDE dane nie pomoga-po prostu NIE BO NIE(sprobujcie kiedys cos tam napisac o zydokomunie to sie przekonacie).W dziedzinach niepolitycznych to Wikipedia bywa i przydatna ale jak mowimy o powaznych sprawach to Wiki to GW i TVN w jednym.To taki NOWY Wielki Brat-ludzie mysla ze wiedza jak Wielki Brat wyglada bo nie czytaja GW i sadza ze sa tacy cwani-nawet nie zdaja sobie sprawy ze NOWY Wielki Brat(a raczej cala kupa wielkich braci-Faceook,Twitter,Google,Wiki itp) ma ich nie tylko caly czas na oku ale i wklada im GOTOWE idee do glowy.
       
      @Timmy
      Znowu swietna gaweda ktora pokazuje ze te „nasze” korwinoidy to tylko zalosni teoretycy ktorzy w zyciu jendego dnia w korpo nie przepracowali bo by im sie zaraz oczy na wiele na spraw otworzyly.A tak to siedza te studenciaki-korwinidy na kieszonkowym od tatusia na etaciku w urzedzie zalatwionym przez mamusie i „marza” o korwinistycznym raju-ciekawe jak by zareagowali jak by im pod koniec pobytu na takim stateczku powiedizano za sorry ale nawet na zarcie nie zarobiles i zdychaj(sprzedaj nerke itp)-oj pewny jestem ze by zaraz przypomnieli sobie o opiekunczej roli panstwa,prawach czlowiek a moze nawet i religi i moralnosci.Zaraz by sie na konserwatystow  a moze i socjalistow przefarbowali.Sztuczne te libertarianskie raje jak slusznie zauwazyles,nikt jeszcze nigdy libertarianskiego panstwa nie widzial,to tylko jakies pomysly w stylu stare platformy wiertnicze,statki itp-wszystko sztuczne srodowiska z UKRYTA hierarchia i wladza(no bo watpie aby kapitan owego statku czy obsluga techniczna pracowali wedle zasad libertarianskich),Libertarianizm jest tylko dla szarakow-zreszta na tym to polega,wszyscy ci profesorowie czy politycy gadajacy o tym jak to libertarianskie powinno byc spolecznestwo jakos zaraz opowiadaja sie za etatyzmem i stalymi pensjami jak tylko wspomni sie o ICH miejscach pracy-libertarianizm to „tylko” marchewka dla naiwnych cymbalow z dolow spolecznych zeby z nich wycisnac co sie da(tak jak niegdys swietlana przyszlosc komunizmu). Apropo-zainspirowany Twoim opowiesciami o korpo czytam Plemiona 2.0-ciekawa lektura.
       
      @Nicek
      Wszystko prawda ale chyba niepotrzebnie brutalizujesz.Ludzie to nie mrowki(jak to sadza komunisci)ale i nie wilki jak to sadza libertarianie oraz Ty.Ludzie sa istotami na tyle rozwinietymi iz oprocz biologii „zarzadza” nami takze kultura.Kultura ktora mozemy nieco modyfikowac i poprzez nia kanalizowac pewne instynkty.Z tego punktu widzenia liberalizm polityczny do PEWNEGO STOPNIA wcale nie jest taki glupi-to po prostu sposob na pewne zlagodzenie WEWNETRZNEJ(wewnatrz stada)ciaglej wojny wszystkich ze wszystkimi oraz narzedzie ulatwiajace krazenie elit oraz doplyw swiezej krwi(bez takiego narzedzia elity maja sklonnosc do zaskorupiania sie i trzeba je potem krwawo obalac a ile zdaza po drodze spieprzyc oraz ile sil narodu/stada zmarnotrawia na pierdoly to az strach mowic).Ideologie to narzedzia i z tego punktu widzenia NIEKTORE postulaty liberalow moga byc uzyteczne czy to w sferze ekonomicznej(jak sam przyznales)czy politycznej(czego przyznac nie chcesz).Oczywiscie masz racje iz libertarianie popadaja w szalenstwo nazywajac KAZDE rozwiazanie ktore im sie podoba liberalizmem i ogolnie robiac boga ze swojej ideologii ale to akurat nie dziwota-dla co bystrzejszych ideologia to narzedzie za pomoca ktorego ZARZADZA sie stadem/narodem(bo sama sile to niezbyt sie da a jesli juz to nieefektywnie)podczas gdy dla slabych umyslow ideologia to bog.Niestety to takze tworzy niebezpiecznstwo wpadniecia w iluzje bycie nadludzmi i superkasta ktora z pogarda patrzy na cala reszte ludzkiego „bydla”-iluzje ktorej ulegaja lewacy oraz korwinisci ale takze i wielu prawicowcow.Ludzie(doly spoleczne)to jednak NIE bydlo co wielokrotnie dali wyraz w historii wyzynajac swoja „superkaste”(nie slysalem kiedykolwiek aby krowy obalily swoich pasterzy co wskazuje iz ta analogia bydla jest jednak mocno NADUZYWANA i NIE do konca prawidlowa)-to jednak wymaga pewnych umiejetnosci i zdolnosci-z tego punktu widzenia NIEKTORE postulaty liberalizmu politycznego oraz socjalnego wcale nie sa takie glupie(jak ich madrze UZYC)-przekierowuja agresje na zewnatrz stada a do tego pozwalaja na podciaganie sredniej stada na wyzszy poziom(edukacyjny,zdrowotny itp)-co jest przeciez w INTERESIE stada(no chyba lepiej zeby Polacy jako narod byli zdrowi i wyksztalceni niz chorowici i niepismienni?).A zestawienie liberalizmu spolecznego z Sun-tzu-cymes prawdziwy i prawdziwy majsetrsztyk(niby czlowiek to wie ale jak mu tak jedno z drugim pod galy podstawic to az mozna w portki narobic).

      • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

        20 stycznia 2012 w 09:05

        Ja nie uważam, ze ludzie to wilki. Ja te wilki, jelenie i inne stworzenia wkłądam w te tekściory, żeby pewne rzeczy było lepiej widać.
        To narzędzie libertariańskie jest o tyle do kitu, że ono nie jest używane, jest czysto teoretyczne. Żadne elity od tego nie krążą, nic nie jest kanalizowane, za to sporo jest bajek i ględzenia. A najlepszym narzędziem ożywienia jest brak jakichkolwiek kanalizowań. Bo to daje groźbę czystej przemocy, a ta jest do tego najlepsza. Nieskanalizowany lud, lud nie wciśnięty w ramy „państwa prawa”, w każdej chwili może po prostu przypierdolić i to jest groźba realna. Lud skanalizowany może sobie co najwyżej pokwękać.
        Z tym Sun Tzu to mi sie wydawało tak oczywiste, że się zastanawiałem, czy w ogóle to dawać.

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      20 stycznia 2012 w 08:58

      To nie jest żaden bałagan w nazewnictwie. To jest takie na siłę przeciąganie libertarian w miejsce, w którym się nie znajdują. A libertarianie są nieodrodnymi dziećmi liberalizmu i tyle. Tak samo opierają się o fikcję, jak socjaliści i liberałowie i do dokładnie takiego samego syfu doprowadziliby, gdyby się dorwali do władzy, co socjaliści i cała ta reszta. Jedyny mi znany porządny libertarianin, to jest Wyrus. No ale Wyrus to jest taki libertarianin, powiedzmy nieortodoksyjny ;)

  6. wyrus Odpowiedz

    20 stycznia 2012 w 13:27

    >Nicek
     
    „No ale Wyrus to jest taki libertarianin, powiedzmy nieortodoksyjny ”
     
    Moim zdaniem to właśnie ja jestem ortodoksyjny, w tym sensie, że twardo się trzymam, że tak powiem, prawa naturalnego, natomiast to oni wszyscy są nieortodoksyjni :-) ))

  7. Siwo Mgła Odpowiedz

    20 stycznia 2012 w 16:19

    Jasny gwint, jaki fajny tekst! Jak przejrzyście wszystko wyłożone! Dydaktycznie na 6+! Nicek, czy ze swoim talentem dydaktyczno – popularyzatorskim nie myślałeś o napisaniu podręcznika dla młodzi z przedmiotu „wiedza o społeczeństwie”, lub „podstawy przedsiębiorczości”? Mniam, mniam, paluszki lizać :-D

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      20 stycznia 2012 w 17:51

      Kiedyś, jeszcze na saloniku będąc, napisałem taką książkę, która trafiła do szuflady, czyli do katalogu „dokończyć kiedyś”. I to takie coś właśnie było, tyle że w moim stylu. Chyba strach do tego zaglądać, heh. 
      Ale czasami mnie kusi, żeby to rozgrzebać na nowo, wyszlifować i spróbować, czy zażre. 

      • Siwo Mgła Odpowiedz

        22 stycznia 2012 w 18:19

        Ty słuchaj, to jest w szufladzie długopisem na kartkach czy w pliku doc lub txt??? Bo jak cyfrowo, to może byś był łaskaw przesłać na e-mail do poczytnięcia nawet taką surowiznę zupełną? Do kuszenia i ja dołączam, bo sądzę, że zażarłoby jak najbardziej.

        • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

          22 stycznia 2012 w 19:03

          To brudnopis w róznych fazach zaawansowania. Raczej nie do wglądu, bo w tym stanie to trochę wiocha. 

  8. GPS.65 Odpowiedz

    20 stycznia 2012 w 20:24

    E… na to to ja już dawno polemikę napisałem: http://gps65.nowyekran.pl/post/15373,liberalizm

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      20 stycznia 2012 w 20:51

      Wybacz, ale to nie jest polemika. Napewno nie z moim tekstem. Taka polemika z moim tekstem z grubsza powinna wyglądac tak, że bierzesz sobie kawałek ode mnie, z którym się nie zgadzasz i piszesz, co napisałem źle i dlaczego. 
      Gdybyś się chciał za takie coś zabrać, top tylko daję cynk, że ja do tego mogę siąść jutro, bo teraz odpływam na zasłużoną wódkę.

      Pozdro 

  9. Andrzej.A Odpowiedz

    21 stycznia 2012 w 04:13

    To jest zbędny luksus dzielenia włosa na czworo. Istnieje tylko jeden liberalizm – gospodarczy. Reszta to bełkot.
    Liberalizm był budowany przez WASP-ów z Biblią w ręku (WASP=White Anglo-Sakson Protestant). To, że byli protestantami to w owych czasach miało mało wspólnego z obecnym pojmowaniem protestantyzmu.
    Jeśli zaś weźmiemy takiego Sadurskiego to wyjdzie nam nie jakiś liberalizm tylko libertynizm – czyli róbta co chceta.
    Wbrew pozorom podobny wynik otrzymamy gdy weźmiemy i zaczniemy obrabiać Korwina. Wyjdzie nam pusta sofistyka i nic więcej.

    To, że Korwin i Sadurski są sprawnymi retorami to nic nie zmienia. W obydwu przypadkach w efekcie końcowym dostajemy bełkot.
    Nawet najbardziej prymitywne hasełko Korwina – „przymus pasów bezpieczeństwa w samochodzie to zamordyzm”, po wnikliwszej chociaż trochę analizie wyjdzie, że to wcale nie zamordyzm, ale ze statystycznego punktu widzenia zdrowy rozsądek, który winien być właśnie wymuszany na uczestnikach ruchu drogowego poprzez mandaty. Bo nie da się kierowcy wypisać na czole ile setek tysięcy kilometrów ma już przejechane i czy w związku z tym jego doświadczenie predystynuje go do tego żeby mógł jeździć bez pasów, czy też wręcz przeciwnie.
    P.S.
    Nie wiem czy się trzymam meritum Twojego wpisu, bo właśnie wróciłem z nart z Austrii, rzuciłem okiem, przeczytałem pierwszy fragment i takie coś mi wyszło jako komentarz.

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      21 stycznia 2012 w 16:14

      No ale ten liberalizm gospodarczy, jak wywalić tę całą ideologiczną dogmatykę, to jest niczym innym, co pisałem wcześniej, jak zbiorem pożytecznych rad dla władców. No to też nie bardzo jest o czym strzepić język, czy jak? ;)  

    • TKJ Odpowiedz

      22 stycznia 2012 w 20:38

      Przymus pasów bezpieczeństwa, bądź jego brak nie ma nic wspólnego z doświadczeniem kierowcy, bądź jego brakiem. Natomiast ma dużo wspólnego z zasadą „chcącemu nie dzieje się krzywda”

      • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

        22 stycznia 2012 w 20:43

        Z pasami to wiadomo, że to jest zwykły bolszewizm i ja się nie kłócę akurat z róznymi xiazelukami w tej kwestii. Poza prawem Parkinsona nie ma żadnego uzasadnienia dla tych przymusów i egzekwowania ich przez państwo. 

  10. C.v.I. Odpowiedz

    21 stycznia 2012 w 22:19

    Nowe szaty króla!
    Brawo Nicek! Wygląd podobny do tego z nowego ekranu, chociaż u Ciebie jest znacznie więcej świeżego powietrza.
     
    Serdecznie Pozdrawiam

    • Artur M. Nicpoń Odpowiedz

      22 stycznia 2012 w 01:32

      NE chyba jedzie na czymś takim

      To jest test, w każdym bądź razie. Bo skoro ma być tak, że oprócz mnie ma tu mieć blogasy więcej ludzi, to to będzie wymagało przebudowania trochę tego wszystkiego i zrobienia multiusera w pełnym wymiarze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>