Zwierzęta, powiedzmy że interesują nas te bardziej kumate, czyli wilki, szopy pracze, koty, szczury, konie itp., mają cały, przebogaty zestaw komunikatów, którymi się między sobą porozumiewają. Jak choćby to wywracanie się brzuchem do góry, w geście poddania się woli i bezbronności. Wszystkie te niewerbalne komunikaty służą tak naprawdę jednemu- ciągłemu ustalaniu i potwierdzaniu hierarchii.
Hierarchia, to jest taka rzecz, której nienawidzą jak zarazy wszyscy ci, którzy uwierzyli w te postoświeceniowe brednie o równościach. Ich nienawiść do tego pojęcia jest zrozumiała. Praktycznie nie da się zaobserwować w przyrodzie jakiejś równości, no chyba że wobec śmierci, każde żywe stworzenie prędzej czy później staje przed jej majestatem. Ale i tu ta równość jest równością nie do końca, bowiem jedne istoty stają przed Kostuchą osrane ze strachu, a inne śmiało patrzą jej w oczodoły.
Nie ma więc w świecie rzeczywistym czegoś takiego, jak równość. Wszędzie zaś widzimy hierarchię. Wszędzie widzimy gradację. Można powiedzieć, że natura rzeczywistości, w której przyszło nam żyć, jest hierarchiczna. Nawet po śmierci, gdzie najpierw te wszystkie cherubiny, serafiny, archaniołowie, a dopiero nad tym wszystkim On, Stwórca. To zadaje kłam fundamentom tych wszystkich lewicowych ideologii i to musi u postępowców budzić zrozumiałą frustrację.
Zwierzęta ten porządek wyczuwają instynktownie. One nim żyją, bowiem nie są zdolne do samookłamywania się. W ogóle nie są zdolne do kłamstwa. Hierarchia jest zwierząt naturą. Jest prawem świata tak silnym, że tym, co się wciąż i wciąż dzieje, jest ta walka o swoje miejsce na drabinie.
Ludzie to doskonale rozumieli jeszcze wcale nie tak dawno. Zanim pojawiły się te zdegenerowane oświeceniowe głąby i ich kłamstwa. Tu mała glossa. Te zdegenerowane głąby, w tym całym Oświeceniu, pojawiły się wyłącznie dlatego, że kultura Europy tak naprawdę już słabła, weszła w fazę obumierania. Kultura, która jest zdrowa i pełna wigoru promieniuje sobą z taką siłą, że żadne postępowe mędrki nie są nawet w stanie podnieść na nią wzroku, a co dopiero układać te swoje kłamstwa i karmić nimi lud.
Ludzie rozumieli więc tę najpierwszą zasadę znanego nam świata, czyli hierarchiczność. Te wszystkie gesty, jak oczekiwanie przy stole, na stojąco, aż ten znaczniejszy najpierw zajmie miejsce, ten charakterystyczny gest, kiedy wchodząc do pomieszczenia rzuca się płaszcz, bez patrzenia, czy ktoś go łapie. Bo niechby spróbował nie złapać. Te bogate stroje. Ta nieprawdopodobnie zdobiona broń! To wszystko są komunikaty z dokładnie tej samej półki, co odsłonięcie brzucha przed silniejszym i zdanie się na jego łaskę i niełaskę, czy jeleń na rykowisku wysyłający w świat sygnał, że tu właśnie jest, tu będzie teraz ruchał i niech ktoś mu spróbuje podskoczyć.
Grzesiek Świderski, taki bardzo fajny gość, który niestety choruje na liberalne fikcje, przez co marnuje talent i intelekt na bajania o czymś czego nigdy nie było, nie ma i nie będzie, napisał ostatnio tekst pt. „Bydło”. Tekst jak tekst. Cymes jest w komentarzach, a konkretnie w komentarzu Moraine, który też jest człowiekiem głęboko wierzącym w te postoświeceniowe cudactwa. Najpierw damy cytatę:
Dlaczego nie pozwolicie żyć ludziom tak jak chcą? Przecież my wam nie mówimy w jakich kołchozach macie sobie żyć? My się opowiadamy tylko za tym, aby ludzie którzy nie chcą być bydłem mogli wybrać życie jak człowiek. Kim wy do diabła jesteście, ja was nawet nie znam, nigdy na oczy nie widziałem, i wy mi mowicie jak mam żyć, jak składać na emeryturę i jakie ubezpieczenie wybrać. Czy ja was pytałem o radę? Nie! To moja sprawa! Dajcie mi żyć tak jak chcę!!
I co my tu mamy?
Ano, po pierwsze mamy tu jakąś dziwną postawę roszczeniową. Co trochę dziwi. Bo co to znaczy „Dajcie mi żyć tak jak chcę”? To znaczy tylko tyle, że Moraine wie, że nie należy sam do siebie i nie może o sobie decydować, ale nie wiedzieć dlaczego wysuwa w stosunku do swojego właściciela żądania, by zrobił mu dobrze. Dlaczego ów właściciel miałby przychylić się do żądań Moraine? Ano dlatego, że Moraine niczego od swojego właściciela nie chce i liczy na wzajemność.
No i to, moi mili, jest tak głupie, tak infantylne, że aż śmieszne. Ponadto wskazuje na fakt, że Moraine najwyraźniej nie wie ani kim jest, ani jaki okupuje szczebelek w hierarchii. A skoro tego nie wie, to i nie tylko nie rozumie co się wokół niego dzieje i na czym polega gra, ale i nie jest w stanie zmienić swojego położenia.
Jest taka zasada, która mówi, że człowiek awansuje tak wysoko, aż przekroczy swoje kompetencje. I to jest ten szczyt, przez co ci, którzy go osiągnęli znajdują się tam w pewien sposób „nielegalnie”. W tym sensie, że na wyrost piastują funkcje, do których w żaden sposób nie dorośli.
Co nam mówi ta zasada i jak się to ma do świata zwierząt, o którym sobie powiedzieliśmy kilka słów na początku?
Ano, to jest dosyć oczywiste. Swoje miejsce na drabinie można poprawić tylko w jeden sposób- po pierwsze dobrze zlokalizować na niej samego siebie, swoje atuty, przewagi i słabości, a następnie doprowadzić do sytuacji, żeby inni spadli ze swoich grzęd niżej.
Różni obłąkani postępowcy uważają, że człowiek się po drabinie hierarchii jest w stanie wspinać. Że jest się w stanie rozwijać i dzięki temu być coraz wyżej i wyżej. To im się, co oczywiste, w żaden sposób nie kłóci z postulatami równościowymi, co doskonale obrazuje, jakim krowim łajnem napchane ma mózgi cała ta lewica.
Powiedzmy więc sobie jasno- żadnego progresu nie ma, żadnego wspinania się po drabinie nie ma. Od tego, że np. Tuskowi udało się obniżyć rangę Kaczyńskiego w oczach zdurniałej polskiej gawiedzi nie wynika, że od tego zabiegu Tusk realnie urósł, że mu jakichś przymiotów przybyło, że jego horyzonty intelektualne nagle się rozszerzyły i przestał być ryżą łajzą o mentalności złodzieja samochodowych radyjek. Tusk nie wspiął się ani o szczebel w hierarchii (min. dlatego tak sobie na nim grają, jak na fagocie, Angela z Putinu- dmuchają Tuskowi w rurkę wetkniętą w dupkę, a Tusk wydaje odgłosy paszczą), jedyne co on zrobił, to obniżenie rangi przeciwnika poniżej jego rzeczywistych kompetencji.
Proszę się na tym skoncentrować i sobie rzecz dokładnie zapamiętać. Jednym z praw natury jest „wyżej chuja nie podskoczysz”, a jedyne co możesz zrobić, żeby dominować nad innymi, w tym lepszymi od siebie (skoro nie da się ich doścignąć), to obniżyć ich rangę przynajmniej do swojego poziomu, a najlepiej jeszcze niżej.
Jak się to wszystko ma do manifestu Moraine i jego łzawych próśb o to, żeby mu dać święty spokój? Bo przecież się ma, prawda?
Pomijam już tutaj tę okoliczność, że Moraine chce mieć wolność za darmo. To jest pokłosie tego idiotycznego myślenia w kategoriach kontraktu. Że „wicie, rozumicie, ja, Moraine, nie będę się wtrącał wam, a za to wy nie będziecie się wtrącać mi” i że jest to oferta tak świetna, że aż cud, że jet masowo odrzucana. Moraine, wbrew temu co twierdzi, a twierdzi wszak, że wolność jest wartością najwyższą, co oznacza, że aby ją mieć trzeba być gotowym do zapłacenia za nią najwyższej ceny, chce wolność dostać za friko (nie ma darmowych obiadów, ale bezcenna wolność ma być za darmo. Jeśli ktoś to rozumie, to poproszę o wyjasnienie). O ile bowiem Moraine nie musi niczego chcieć od swojego właściciela, o tyle w drugą stronę wcale już tak być nie musi, więc cała ta transakcja proponowana przez Moraine jest mocno oszukana. I to oszukana przez Moraine.
Odpowiedzmy sobie jednak na pytanie- dlaczego „my” nie chcemy pozwolić Moraine żyć jak chce? Tu mała glossa. Napisałem „my” ustawiając się jako advocatus diaboli, bo ja osobiście chyba bardziej sobie cenię wolność niż Moraine. Zwłaszcza, że wiem, ile ona kosztuje. Nie jest więc tak, że ja mam ochotę wolność Moraine ograniczać pisząc „my”.
Dlaczego więc „my” nie pozwalamy?
Ano, to jest tak proste, że aż dziw, że taki bystrzak jak Moraine, czy GPS65 na to jeszcze nie wpadli.
Tym czymś jest hierarchia.
Hierarchia zaś to ciągła walka o swoją pozycję w stadzie. O to, kto stadem rządzi, kto co komu może. To jest imperatyw. Bo ktoś rządzi zawsze i ktoś komuś coś też może zawsze. Kwestia tylko tego, KTO? I dla każdego człowieka, ba, dla każdej żywej istoty, która rozumie jak działa świat, odpowiedź ta brzmi- JA.
Po prostu bezwzględnie lepiej jest, kiedy to JA komuś coś mogę, niż KTOŚ coś może mi. Lepiej, kiedy to JA rządzę innymi, niż sam jestem rządzony.
I to jest konflikt, który odbywa się i na poziomie osobników alfa, czyli walczących o przywództwo nad stadem, to samo odbywa się wśród osobników beta, które walczą o swoje miejsce w szeregu przybocznych i to samo, ta sama walka, odbywa się wśród osobników omega, które walczą o ochłapy z pańskiego stołu, czy niedogryzioną sarnią gicz.
Walka ta odbywa się w oparciu o przedstawiony wyżej mechanizm. Skoro ja nie mogę być lepszy, niż w rzeczywistości jestem, to muszę sprawić, żeby konkurenci byli gorsi, niż w rzeczywistości mają potencjał być.
Proste.
A to oznacza, że w odróżnieniu od siostrzanego socjalizmu (który przynajmniej rozumie te mechanizmy i stawia na budowanie siły stadnej, teoretycznie umożliwiającej dominację), liberalizm nie ma najmniejszych szans na to, by przyciągnąć do siebie wystarczającą liczbę ludzi, zorganizować ich i dać im siłę zdolną do zaprowadzenia porządków takich, jakie się liberałom marzą. Jedyny liberalizm, jaki jest możliwy, to ten który obserwujemy min. w Polsce, czyli narzędzie, dzięki któremu ściśle hierarchiczna struktura władzy i jej okolic, drenuje ekonomicznie podległe jej chłopstwo pańszczyźniane pudrując to ideologicznym kłamstwem o wolnym rynku itp. bzdetach.
Tu dygresja- ktoś powie, że przecież w Malezji jest liberalizm, bo są małe podatki itp. Sorry, ale to nie jest żaden liberalizm, to są po prostu niskie podatki. Po prostu tamtejsza władza ma inny sposób na trzymanie swojego ludu za mordę i niskie podatki jej się opłacają. Bardzo możliwe, że dlatego, iż władza w Malezji, to jest władza malezyjska, a nie tak jak w Polsce, w której władza jest albo postsowiecka, albo min. niemiecką agenturą i na rozwoju krainy, którą włada z błogosławieństwem Kremla i Berlina jej nie zależy.
Wracając. Jeśli więc na taką Polskę spojrzy się jak na metastado, które składa się z setek i tysięcy małych, średnich i większych stad, które wchodzą między sobą w interakcje, realizują swoje interesy grupowe (które to znowu są formą realizacji interesów indywidualnych), to oczywistym się staje, że nikt nie pozwoli jakimś liberałom na to, żeby sobie żyli po swojemu. Nie może. Bo to oznacza, że traci się wpływ na tych ludzi, ci ludzie mogą za chwilę wyskoczyć ponad nas i wtedy to oni będą nam mówić, jak my mamy żyć. I to jest mało ważne, że oni mówią, że ich intencją jest żyć po swojemu i nam się nie wtrącać. Raz, że już tysiące razy przekonaliśmy się, jak wielkim jest to kłamstwem w praktyce, dwa, że ten model nieinteresowania się bliźnimi jest po prostu sprzeczny z modelem, który zakłada właśnie interesowanie się bliźnimi. I one obok siebie nie są w stanie funkcjonować na równych prawach. Więc ktoś komuś zawsze narzuca jakieś rozwiązania.
Pomijam już tutaj taką kwestię, że konsekwentnie zastosowany liberalizm uniemożliwia istnienie państwa, poprzez zanegowanie interesu wspólnego. Skoro bowiem każdy sobie rzepkę skrobie, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby jedni liberałowie swojej pomyślności upatrywali w skrobaniu rzepki z Niemcami, realizując ich interes przeciwko Polsce i Polakom (którzy wcale liberałami być nie muszą), a inni liberałowie przytulali się do Rosji i w niej widzieli realizację swojego interesu, również w opozycji do interesu Polski i Polaków. Zresztą, dowodów nie trzeba dużo szukać, wystarczy popatrzeć na naszą obecną władzę i to, czyje ona interesy realizuje. Wystarczy poczytać Sadurskiego, żeby nabrać pewności, że jeszcze 100 lat temu taki ktoś byłby za zdradę zwyczajnie obwieszony na suchej gałęzi.
Co więc może zrobić Moraine, zamiast głupio skamleć po internecie, żeby mu dać? Ano może tylko jedno, to samo co od tysięcy lat. Może zebrać wokół siebie grupę ludzi, którzy wokół siebie zbiorą jeszcze więcej ludzi, czyli stworzyć stado świadome swojego interesu grupowego, składającego się z indywidualnych interesów członków stada i podjąć walkę o wolność. Tym interesem indywidualnym, czy interesem grupowym nie jest i nie może być liberalizm. Z tej prostej przyczyny, że liberalizm jest fikcją, co już sobie wielokrotnie udowodniliśmy. Interesy indywidualne są zawsze konkretne. Wspólnota interesów, interes stadny, jest więc zbiorem konkretów, a często, dzięki synergii, megakonkretem.
Walka o wolność oznacza walkę przeciw komuś, przeciwko temu, kto tę wolność ogranicza, kto nad takimi ludźmi ma władzę. A to oznacza, że trzeba tego kogoś władzy pozbawić. Albo całej, albo po kawałku, albo tyle ile się da. I wtedy, jak się ma już władze nad sobą samym, to przy okazji ma się też władzę nad innymi, bo to są wszak naczynia połączone. A jak się tę władzę nad innymi już ma, to wtedy dopiero widać, jak śmieszny jest ten cały liberalizm, jak dziecinne są to postulaty i jak bez sensu było całe to gadanie.
I dopiero wtedy dobrze widać, jak nic niewarte jest wspieranie idei, a jak ważne jest wspieranie ludzi. Bo jak już przychodzi do rządzenia, to wszelkie ideologie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, a tym co jest kluczowe jest KTO rządzi.
------------------------- Boże chroń Jarosława Kaczyńskiego --------------------------
djans
18 stycznia 2012 w 15:23
Jeszcze jakiś rok temu byłbym do tezy głównej z tego tekstu w totalnej opozycji. Oczywiście nadal uważam, że „tak dużo liberalizmu, ile można” to całkiem fajna opcja jaką rządzący może narzucić rządzonym, bo raz, że mu wówczas lepiej rosną, dwa dostając obiektywnie więcej wolności, niż ludy sąsiednie nie widzą sensu w zapraszaniu sąsiednich władców. Nie zmienia to faktu, że obecnie podzielam pogląd wyrażony poprzez zdumienie: nie ma darmowych obiadów, ale bezcenna wolność ma być za darmo?
Bardzo fajnie utopijność takiego rozumowania widać na przykładzie hamerykańskich seriali: Walter White z Breaking Bad wcale nie chce zostać królem narkotykowego podziemia, a Tommy Donnelly z The Black Donnellys – szefem zorganizowanej grupy przestępczej trzymąjcej w żelaznym uścisku nowojorską dzielnicę. Życie brutalnie obydwu unaocznia, że nie pozostaną zostawieni w spokoju, w jakichś cieplutkich niszach, bo ktoś im te nisze rozpieprzy, choćby po to, by sobie reszta gawiedzi nie zaczęła wyobrażać, że nie potrzebuje PANA. I tak, krok po kroku, chcąc po prostu wieść spokojne życie, muszą owo życie porzucić i rozpocząć cholernie brudną walkę z PANAMI, innymi kandydatami na PANÓW, po to, by samemu zostać PANAMI, którym nikt spokojnego żywota nie zakłóca.
Oczywiście po drodze okazuje się, że będąc PANEM nie można nikomu pozwolić na liberalizm, bo bez jego reketu, podatków na zakup F16, syna w wojsku, jest się zbyt słabym w porównaniu z innymi kandydatami na PANÓW.
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 19:16
Ale przecież to „tak dużo liberalizmu ile można” jest bez sensu, bo w rzeczywistości oznacza, „tak słabe państwo, na ile się da”. Przy czym owa słabość najbardziej odbija się na obywatelach, których po prostu wtedy nikt i nic nie chroni. A chodzi o to, żeby zasada w Polsce brzmiała- jak najwięcej wolności dla Polaków. I nie mieszajmy do tego liberalizmu, bo liberalizm i wolność to nie tyle nie ta sama bajka, ale wręcz opozycja.
Łukasz
18 stycznia 2012 w 20:46
Nicek,
myślę, że „tyle liberalizmu ile się tylko da” nie musi koniecznie oznaczać słabego państwa. Może to oznaczać małe państwo (w sensie nie zajmujące się wszystkimi bzdetami, którymi zajmuje się teraz typu zwalczanie alkoholizmu, hazardu, muzea sztuki współczesnej itd.), ale stanowcze i pryncypialne w sferach ważnych jak bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne, wykonywanie prawa, troska o dobro wspólne, racja stanu, pomyślność Polski. Co masz przeciwko takiemu państwu?
Pozdro
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 21:53
Ja nie mam nic przeciwko takiemu państwu i gwarantuję ci, że jeśli już któregoś dnia powieszę w tym kraju 1000 skurwysynów i będę dzierżył władzę wsparty na armii wybitnych psów wojny, to będzie tu tyle wolności, co nigdzie na świecie. Tyle, że to nie ma nic wspólnego z liberalizmem, a raczej z tym, że mnie się tak podoba. Ja tak po prostu lubię.
Ja to zresztą napisałem na końcu tekstu- nie o to chodzi, żeby wykombinować super system, taki jak liberalizm w teorii (załóżmy, że to jest super), ważne jest KTO to robi, KTO rządzi. W naszych warunkach, ze zdegenerowanymi pseudoelitami, z całym tym postbolszewickim i eurokurewstwem, to jak ci się wydaje, jakie to państwo będzie? Cholera, wystarczy popatrzeć, jakie to państwo już jest!
djans
18 stycznia 2012 w 21:54
Dokładnie o to chodzi.
djans
18 stycznia 2012 w 21:53
„jak najwięcej wolności dla Polaków” Przecież mnie o to, gdy piszę ‘liberalizm’ chodzi; o filozofię zarządzania Polakami, którym najlepiej, w wewnętrznych rozgrywkach, zagwarantować liberalne warunki. Oczywiście, że nie chodzi o bzdury typu kapitał bez narodowości i infrastruktura w nie wiadomo czyich rękach.
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 22:00
Po co w tym to słowo- liberalizm?
Kurwa, Djansu, przecież to jest takie samo gadanie, jak to, że Jezus był pierwszym komunistą. I to takim komunistą prawdziwym.
djans
18 stycznia 2012 w 22:31
Przypieprzasz się
Termin, jak termin, w sumie fakt, niezbyt szczęśliwy, bo sugeruje jakoby paradygmatem było maksymalizowanie wolności bez oglądania się na realne skutki wolnościowych dążeń. (Jak się poczyta Rothbarda, to istotnie wychodzi na to, że facet tak właśnie rozumuje).
Konserwatywno-sceptyczny empiryczny racjonalizm to trochę przydługaśna nazwa
——————————————————————————————-
Ja się domyślam, o co Ci w tym wpisie i generalnie w nagonce na liberalizm chodzi, ale o wiele prościej przekonać ludzi, że dla liberalizmu potrzeba przesiadki na stacji niepodległość w podróży pociągiem o nazwie socjalizm, niż im ów liberalizm odkłamywać.
Artur M. Nicpoń
19 stycznia 2012 w 00:08
Ja go nie chcę odkłamywać, ja go całkowicie odrzucam precz.
Ja odrzucam gadanie w kategoriach izmów. I myślenia w kategoriach izmów. Np. takie, że popieram np. X bo to jest liberał/socjalista/cokolwiek. Ja mówię, popieram X, bo X to gość. I wystarcza.
Niech ta nasza prawica zacznie wreszcie myśleć, a to oznacza budowanie własnego nazwiska i swoich dokonań i swojej siły. Z izmów nie wyrastają elity, z izmów wyrastają lepsi albo gorsi wykonawcy.
maniek z pomorza
18 stycznia 2012 w 18:38
No i mamy Nicka i jego stado!
D
Sami definiujecie siebie tutaj jako zwierzęta, wiedzcie więc że zwierzęta w hierarchii zawsze stoją niżej niż ludzie! No chyba że który załapie się na posadę pudelka królowej brytyjskiej! ;o>
Teraz rozumiem te wasze marzenia o totalnej zawierusze z wojną atomową na czele, tylko totalny upadek cywilizacji ludzkiej i cofnięcie się ludzi do jaskiń (skutek totalnej wojny jądrowej) może dać zwierzętom szansę na zdominowanie ludzi, stąd tak ujadacie za tym scenariuszem!
Sami się zdefiniowaliście, jako wściekła zwierzyna, na szczęście ze spiłowanymi ząbkami i pazurami! ;o>
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 19:17
Maniuś, ja cię nie będę kasował, bo dobrze mieć własnego przygłupa, który przyjdzie, wywinie fikołka, pokaże jak bardzo nie potrafi czytać ze zrozumieniem i da ludziom trochę darmowej rozrywki. Więc zostań, zostań z nami jak najbardziej.
djans
18 stycznia 2012 w 22:00
„upadek cywilizacji ludzkiej”
A która to?
Siwo Mgła
19 stycznia 2012 w 17:49
Maniuś, Ty chyba, biedaku, jesteś po tych nowych programach nauczania, co to nie uczą ani czytania ze zrozumieniem, ani myślenia… Przysłowie ludowe i jednocześnie cytacik z Orzeszkowej tu rzucę: „Ot, ruszył konceptem jak cielę ogonem!”. Ale fajnie, że zajrzałeś – czytaj, ucz się, może z czasem coś zrozumiesz… Chyba, że się obrazisz i już tu nie wrócisz po utarciu Ci noska
Andrzej.A
18 stycznia 2012 w 19:08
Jest takie twierdzenie matematyczne, którego cienkość intelektualną zwykło się obrazować następującym przykładem.
Stoimy w pewnej odległości od ściany. Żeby dojść do tej ściany najpierw należy pokonać połowę dystansu, później połowę z pozostałej połowy, jeszcze później połowę z tego co pozostało. Zawsze najpierw połowę z tego co pozostało, z czego można wysnuć wniosek, że nigdy do ściany nie dochodzimy, bo pozostała nam do przejścia jeszcze połowa tego co ostatnio przeszliśmy.
Ale przecież gdzieś w końcu dochodzimy do tej ściany, trykamy o nią nosem, czyli doszliśmy.
Tak samo jest z tym liberalizmem i tymi „ekstremalnymi wolnościowcami”.
Ludzie ci wyobrazili sobie pewien abstrakt teoretyczny, który może i jest ciekawy, ale właśnie jest tak samo cienki intelektualnie jak to twierdzenie.
Bo „liberalizm” zastosowany literalnie prowadzi do anarchii, a uleganie mrzonkom o „wolności absolutnej” również. To jest chore pokłosie wsłuchiwania się w Korwina.
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 19:24
Nie bardzo się zgadzam.
Po pierwsze nie zgadzam się z tym, że liberalizm, jako abstrakt teoretyczny może być ciekawy. Tzn. zapewne może, ale nie dla ludzi na pewnym poziomie. Po prostu jak się już skończy te 14 lat i przestanie wierzyć w bajki, to w tym nie ma nic interesującego. Bo co jest interesującego w bajkach? Żebyż to jeszcze były bajki o smoku więżącym cud urody dziewicę, to taki młody człowiek może sobie siebie wyobrazić, jak już tego smoka mieczem zaciukał i tę cud urody dziewicę właśnie defloruje przy wtórze jej radosnych okrzyków. A przy bajkach liberałów? Phi!
Po drugie, liberalizm zastosowany konsekwentnie, tzn. wprowadzony metodami rewolucyjnymi, czyli tak, jak Kisiel proponował, żeby „wziąć za mordy i wprowadzić liberalizm”, będzie po prostu obrzydliwym totalitaryzmem. Nie takim aksamitnym i pełzającym jak dziś, ale niczym dopust Boży.
Andrzej.A
18 stycznia 2012 w 21:36
Wyznawcy Korwina, to ci, którzy nadal wierzą w bajki i to pomimo fizycznego faktu, że już nie noszą krótkich spodenek i teoretycznie powinni dorosnąć.
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 21:58
Czyli trzeba ich traktować jak przymułów, bo jak?
7aco
18 stycznia 2012 w 20:06
Wydaje mi sie, ze mylisz sie co do tego czy jedyny sposob na awans to sciagniecie innych ponizej. A co z samodoskonaleniem? Co z rozwojem potencjalnych mozliwosci do mozliwosci realnych?
Jasne, hierarchia itp – oczywizm, gdy juz kto to zauwazy. Ale nie raz Cie Tygrys szczypal przeciez za cielecy korwinizm. Czyli byles glupszy zanim zmadrzales. To jako przyklad rozwoju podaje i nie ze sie wyzlosliwiam.
7aco
18 stycznia 2012 w 21:13
I w sumie nie powiedzialem tego co chcialem do konca. Koniec mial byc taki: ze jak sie lepszy staniesz, przez ten rozwoj wlasny, to moze byc tak, ze inni zaproponuja ci wyniesienie, bo sami dzieki tobie urosna. Nawet to poruszyles pod koniec.
No chyba, ze to jest zawsze jedna hierarchia, my i oni. O tym nie pomyslalem, a moze tak byc. Jesli tak jest, to niech spadaja na samo dno. Lzy nie uronie.
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 21:57
Jasne, że inni mogą cię wynieść. Głównie wtedy, kiedy tworzycie wspólne stado i twoje wyniesienie jest odbierane jako interes grupowy.
To nam powinno sporo o tych sprawach mówić, nie?
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 21:49
Tygrys skubie, bo Tygrys nie czyta, co ludzie przez niego szczypani mają do powiedzenia. Tygrys tę wiedzę czerpie wprost z kosmosu i do tej właśnie kosmicznej wiedzy się odnosi. I ją szczypie.
Samodoskonalenie- jasne. Ja nie twierdzę, że człowiek jest jakimś niewzruszonym punktem. Jasne, że to jest jakieś spekturm możliwości. Jasne, że od urodzenia do śmierci człowiek jakichś kompetencji nabywa, jakiemuś rozwojowi podlega, ale przecież ten rozwój odbywa się niejako wewnątrz tego, czym człowiek jest. Nie da się być lepszym od siebie samego. Może to trochę krzywo napisałem. Mam nadzieję, że lepiej teraz.
djans
18 stycznia 2012 w 22:08
To jest w sumie prawda, ale owo samodoskonalenie może się odbywać tylko w ramach posiadanego potencjału (talentów) jako jego odkrywanie i szlifowanie. Bo to nie jest tak, że z każdego da się zrobić komandosa, menadżera, itp. Poza tym, mając na uwadze jakieś realne czasowe horyzonty, prędzej się pogrąży/wyeliminuje konkurencję, niż przetrwa jednocześnie samodoskonaląc.
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 23:58
No właśnie
Piotr Słowiński (elGuapo)
18 stycznia 2012 w 20:54
Co racja, to racja – to taka sytuacja, jakby klasowy nerd proponował klasowym łobuzom – ‘nie wywalajcie mi kredek z tornistra, to i ja wam kredek z tornistrów wywalał nie będę’
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 21:53
djans
18 stycznia 2012 w 22:12
To jest tym bardziej zabawne, że owi nerdowie pozostając w przekonaniu o swej wyższości, nie mają ani dość jaj, by władzę zdobyć siłą, ani nie są dość obrotni by ją zdobyć na drodze demokratycznej.
Łukasz
18 stycznia 2012 w 22:20
Bo tym nerdom akurat żyje się dobrze tak czy inaczej. Priorytetem jest pełna micha, a skoro jest pełna to nie mają innych bodźców do działania.
Jak ponad 100 lat temu innym nerdom dokuczano to szybko się ogarnęli i wprowadzili bolszewizm wraz z różnymi odmianami. Raju nie zbudowali, ale ile mieli uciechy z rozwalania świata kolegów ze szkolnych ławek tego już im nawet w piekle nie odbiorą…
djans
18 stycznia 2012 w 22:43
Nerdowie akurat szybko zostali zmieleni przez maszynkę, którą uruchomili. Zwycięzcy bolszewicy, jeszcze na długo przed widokami na zwycięstwo, na publicystycznym jojczeniu nie poprzestawali
Łukasz
18 stycznia 2012 w 21:00
Arturo,
co by nie pisać to i tak koniec końców gdyby ktoś ze świecznika chciał wzrostu bogactwa Polski i Polaków to chcąc nie chcąc musiałby sięgnąć po rozwiązania suflowane przez liberałów. Nie mówię o tych skrajnych postulowanych przez libertarian i ich anarchokapitalistyczny szczep. Zatem waląc na odlew w leberalizm jedną ręką, drugą dłoń musiałby mieć wolną żeby wybierać od nich wartościowe postulaty. Ja oczywiście nie twierdzę, że to postoświeceniowi liberałowie wymyślili te różne rozsądne rozwiązania rynkowe, bo one istniały i wcześniej, ale prawda jest taka, że to właśnie te liberały późniejsze i ich ideowi potomkowie są dziś depozytariuszami tych pomysłów, więc są prawie że ich odkrywcami:).
Pozdro
Artur M. Nicpoń
18 stycznia 2012 w 21:56
Ale co to znaczy- depozytariusze? W czym się ten depozyt zasadza? Przecież każdy szewc to jest większy „liberał” od każdego z tych rozwrzeszczanych dzieciaków, które gardłują o von Hayekach.
Błąd w rozumowaniu polega na tym, że się zupełnie oczywiste i sensowne rozwiązania dla konkretnych problemów łączy z tą durną ideologią, tak jakby one bez niej nie mogły istnieć. Mogą. Istniały, istnieją i istnieć będą.
Łukasz
18 stycznia 2012 w 22:10
Depozyt zasadza się w tym, że nawet o takich prościznach typu popyt-podaż czy wyższe podatki nie przekładają się na wyższe dochody, podatki są przerzucalne itd. to większość, która o tym wie to dowiedziała się od tego od tych depozytariuszy (ewentualnie dowiedzieli się od tych, którzy dowiedzieli się od depozytariuszy bądź ich posłańców na Polskę). W żadnym razie nie twierdzę, że depozytariusze te mechanizmy odkryli albo wymyślili, twierdzę że rozumieją je jako nieliczni. Szewc może ogarniać swój zakład, ale jak już sprawa idzie na szerszy poziom, choćby przerzucalności podatków to już nic nie kapuje i daje się golić jak wszyscy.
Jakby ktoś chciał np. zrobić sobie normalny pieniądz oparty na złocie to też po know-how musiałby się zgłosić do nich.
A co do mnie to ja nie chcę jakiegoś modelu wymóżdżonego. Według mnie system dobry dla Polski to taki, w którym to Niemiec skacze po fajki Polakowi a nie odwrotnie. Oczywiście przy jednoczesnym założeniu że obaj nie tyrają u Turka przy kebabie, bo sam fakt że Polak bardziej się na zmywaku łokciami rozpiera mnie nie zadowala. Tyle. A jak później teoretyk taki model nazwie w swoim doktoracie to mnie mniej interesuje.
Artur M. Nicpoń
19 stycznia 2012 w 00:02
Hmm, tak sobie myślę, jak to napisać tak, żeby pokazać absurdalność tego myślenia w kategoriach ekonomicznych. Powiedzmy tak- weź sobie tę całą liberalną siatkę pojęciową i spróbuj ją nałożyć na średniowiecze. I zobacz, co ci z tego wyjdzie, czy coś tam do czegokolwiek pasuje? Moim zdaniem nie.
Powtórzę jednak- ja nie neguję, że konkretne rozwiązania, konkretnych problemów, liberałowie ekonomiczni rozpisali dobrze. Tyle, że same te konkretne rozwiązania, te patenty, know how związane z np. walucie opartej na złocie, to nie jest liberalizm. Bo liberalizm to nie są konkretne rozwiązania, tylko ideologia.
Siwo Mgła
19 stycznia 2012 w 17:59
Duch obecnej epoki jest taki, że ludziska muszą się podpierać w myśleniu i gadaniu jakimiś „izmami” jak protezami albo skrótami myślowymi. I po tym, co napisałeś, rozległ się krzyk: „No jakże tak można w ogóle rozmawiać i dyskutować, jakże to tak, bez „izmów” żadnych?!” Jak można chodzić bez naszych wygodnych protez i lasek, i okularów z siatką celowniczą, porządkujących nasz świat? Już Kant, Mociumdzieju, udowadniał, że umysł ze światem jako takim spotkać się nie jest w stanie i wytwarza sobie te wszystkie kategorie pośredniczące między nim (tj. umysłem) a tym światem przeraźliwym, rozbuchanym, chaotycznym, bolącym w dotyku! A tu taki Nicek każe nam rzucać te pomocnicze konstrukty i gadać samymi konkretami, a fe, co za brutal, prymityw do abstrakcyjnej myśli subtelnej niezdolen!
Stąd tu chyba ta burza w szklance wody: wyznawcy „izmów” z przyzwyczajenia pomylili Grunt i Fundament z podłogą z prefabrykatów…
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 08:16
Te wszystkie protezy i podpórki- ja za nie nie mam do ludzi pretensji, bo to jest naturalna sprawa, jak człowiek jest okaleczony, że się podpiera i wspomaga. A człowiek współczesny jest okaleczony właśnie, jest rozpęknięty. Osobno ma ogólnie pojęty mistycyzm i osobno ma ogólnie pojęty racjonalizm. I już idzie w -izmy. Tego rozpękniętego, okaleczonego człowieka trzeba na powrót poskładać. Taki człowiek jest jednak groźny jak cholera, bo człowiek scalony, w jednym kawałku, jest kurewsko silny i twardy. A to budzi przerażenie Złego i jego sfory. Ujadanie michników na każdy przejaw sklejania najlepszym dowodem.
Gacus
18 stycznia 2012 w 22:59
Ten tekst autorstwa Slavoja Żiżka, przedrukowany przez „Krytykę Polityczną” nazywam „lewicą w pigułce”:
- mamy tam lewicowe słowa-kije: rasizm, seksizm, homofobia, antysemityzm, fundamentalizm, populizm, faszyzm, nazizm, radykalizm, fanatyzm
- mamy obsesję na punkcie homoseksualizmu [homo-parady jako dziedzictwo Europy, kreowanie homoseksualistów na biednych i prześladowanych przez chrześcijańskich fundamentalistów]
- znajdujemy sprzeczności (1): [z jednej strony nazwanie Breivika chrześcijańskim pogromcą marksistów, a z drugiej strony (prawidłowe) stwierdzenie, że chrześcijaństwo traktował tylko jako konstrukt kulturowy, co się wzajemnie wyklucza]
- znajdujemy kolejne sprzeczności (2) i nieporozumienia (?) [Żiżek rozdzielił marksizm kulturowy od multikulturalizmu, który jest przecież jego produktem, marksizm kulturowy nazwał zwykłym "marksizmem" i stwierdził, że jest on sprzeczny z... multikulturalizmem. Rozdzielił radykalną lewicę, której przypisał marksizm (kulturowy) od lewicowców multi-kulti, mimo, że to jedna i ta sama swołocz, i w konsekwencji zarzucił Breivikowi sprzeczne poglądy, tak jakby to lewica nie była sojusznikiem islamu, a multikulti nie było radykalnie lewicowe...]
- mamy nienawiść do chrześcijaństwa [Kościół katolicki jako siedlisko pedofilii, wielokrotne łączenie słowa "chrześcijaństwo" ze słowem "fundamentalizm"]
- mamy przypisywanie swoich obrzydliwych cech i poglądów wrogom [Wg Żiżka to nie lewica jest antysemicka, tylko prawica. Zdaniem Żiżka to Breivik sprzecznie opisał wroga, łącząc islam z lewicową polityką, mimo, że to lewica sama w sobie jest sprzeczna, bo wspiera homoseksualizm i jednocześnie islam, który ten homoseksualizm zwalcza. Ponadto, mamy wiele razy łączenie słowa "prawica" z populizmem]
Siwo Mgła
19 stycznia 2012 w 18:04
A to streszczczenie jest pigułką z pigułki. Dzięki, bo w małej skali wyraźniej widać te absurdy wypreparowane, podane jak na patelni. To mocniej uderza… Boże, i ludzie mogą mieć do tego stopnia zryte banie, że wyznają coś takiego jako światopogląd i uważają się jeszcze za homo sapiens! Już nie wiem, kto głupszy i bardziej zacietrzewiony: lewaki czy jehowici?
GPS.65
18 stycznia 2012 w 23:35
Być może będzie polemika. Ale za jakiś czas. Póki co polecam taką moją starą notkę: http://gps65.salon24.pl/255234,zawsze-komus-sluzymy – i nowy cykl, który właśnie rozpocząłem: http://gps65.salon24.pl/382716,wladza-cz-1 – będą dalsze części. To, i następne części, to po trosze polemiką z Tobą (choć w większością tez, które wygłosiłeś się z Tobą zgadzam – ale Moraine ma rację, ale wymaga to tłumaczenia – myślę, że mógłby popolemizować, gdyby go zawiadomić, że jest taka chęć!). A co do tej równości i tezy jakoby to egalitaryzm był postulatem wolnościowców, to polecam książkę Rothbarda „Egalitaryzm jako bunt przeciw ludzkiej naturze”.
Artur M. Nicpoń
19 stycznia 2012 w 00:18
Moraine możesz dać cynk, spoko.
Co do innych kwestii- ja to muszę przerysowywać, żeby było lepiej widać.
Z komunikacją jest pewien kłopot. Przyjmuję, że to jest moja wina. Ten kłopot wynika z tego, moim zdaniem, że liberałowie ekonomiczny, wolnościowcy, czy jak tam zwać, nie widzą takiej okoliczności, że ideologia, która wewnątrz siebie dopuszcza istnienie Korwina i Sadurskiego po prostu musi być wewnętrznie sprzeczna. To tak, jakby w katolicyzmie mogli być obok siebie ks. Isakowicz Zaleski i Nergal (nienawrócony). No to chyba widzisz, jaki by to był katolicyzm i ile byłby wart.
Wy wybieracie sobie z liberalizmu to, co wam pasuje nie widząc tego, że to się robi natychmiast bezwartościowe. Bo z czego by to wszystko miało wynikać? Albo siedzicie w ideologii, że tak powiem z całym „dobrodziejstwem” inwentarza i wtedy (pomijając już fakt, że to fikcja) mamy fikcję jakoś tam wewnętrznie popodpieraną wzajemnie konstruktami, albo wybieracie sobie z niej tylko to, co wam pasuje, ale wtedy niby co za tym stoi, co to wspiera?
Mam taką intuicję, że wy nie jesteście żadni liberałowie, tylko niepotrzebnie się zaszportaliście w tej ideolo i terminologii.
GPS.65
19 stycznia 2012 w 00:41
> Ten kłopot wynika z tego, moim zdaniem, że liberałowie ekonomiczny,
> wolnościowcy, czy jak tam zwać, nie widzą takiej okoliczności, że ideologia,
> która wewnątrz siebie dopuszcza istnienie Korwina i Sadurskiego po prostu
> musi być wewnętrznie sprzeczna.
Ja już tyle notek napisałem (i po to je napisałem), że z zasadzie na każdy zarzut mam jakąś odpowiedź, która byłaby linkiem do jakiejś mojej wcześniejszej notki. Tu mam dowód na to, że widzimy sprzeczność o której piszesz: http://gps65.salon24.pl/22177,liberal-powinien-byc-zawsze-jakis – tę notkę napisałem w ramach polemiki z Sadurskim, jako korwinista.
Po prostu uważam, że Sadurski niesłusznie nazywa się liberałem. A jeśli już musimy (nie wiem dlaczego) nazywać sprzeczne poglądy tym samy słowem, to powinniśmy do nich dodawać jakiś przymiotnik. Ten liberalizm Sadurskiego, ten liberalizm demokratyczny, czy też socliberalizm, ma się do zwykłego liberalizmu tak jak sprawiedliwość społeczna ma się do sprawiedliwości, czy krzesło elektryczne do krzesła – to są słuszne i mądre mantry Korwina…
Artur M. Nicpoń
19 stycznia 2012 w 18:15
Napisałem o tym w nowym tekście.
marta.luter
19 stycznia 2012 w 00:08
Arturze , zakładasz i słusznie ,że każdemu zależy na szczebelku w hierarchii.
Ale jaki jest tu argument przeciw liberałom?
Sądzisz ,że oni tego nie rozumieją?
Nawet Sutowskiemu z Sierakowskim na tym zależy. To oczywiste!
Problem jest wówczas , gdy ludziom obiecuje się zmianę miejsca szczeblowego.
To obiecuje komuna.
Po czym okazuje się ,że jak to na drabinie , górny szczebel jest najwęższy i miejsca
starcza jedynie dla aktywistów:))
I nie mieszaj do liberalizmu jakiegoś Żiżka bo się porzygam.
To są komusze jaja a nie liberałowie.
Niektórzy piszą o wolności to , co wyczytali bo uważają ,że przez to będą bardziej wiarygodni. Podpierają się autorytetem.
Liberalizm – dobrze gdy wynika z ducha – wtedy słowa same się znajdą.
A gdzie jest taki duch? W dawnej Rzeczpospolitej. Też taki polubisz:)))
Zwierzątka są jak najbardziej liberalne choć pozbawione „lukru” kulturowego.
Pozdr
Artur M. Nicpoń
19 stycznia 2012 w 00:25
Marto,
zrobimy tak, ja dam teraz cytatę z wikipedii:
„Liberalizm (z łac. liberalis – wolnościowy, od łac. liber – wolny) – ideologia i kierunek polityczny, według którego wolność jest nadrzędną wartością. Liberalizm jest ściśle związany zindywidualizmem, stanowczo odrzuca kolektywizm oraz opowiada się za jak najmniejszym krępowaniem wolności jednostki poprzez prawo. Konsolidując, liberałowie uważają, że kompromis pomiędzy prawem a nieskrępowaną wolnością powinien być jak najmniejszy.”
I teraz sobie tę definicję przeczytaj i weź powiedz, że to nie jest bełkot.
A wiesz, co jest największą brednią? A to: „liberałowie uważają”.
Wybacz grube słowo, ale kogo kurw obchodzi to, co sobie uważają liberałowie?
Jakie to w ogóle ma znaczenie, co oni sobie uważają?
Co popierają a co odrzucają zdecydowanie?
Albo jest tak, że się zakasuje rękawy i to zakasuje rękawy kolektywnie (bo inaczej bez sensu) i się wywalczy wolność dla siebie i swoich bliskich i wtedy można sobie być indywidualistą i odrzucać kolektywizm, jeśli akurat to się lubi. Albo jest tak, że się coś uważa i nikogo to nie obchodzi.
Przecież to proste, do cholery.
I wybacz, ale jakbyś tak poszła, w dawnej Rzeczpospolitej, do ludzi i powiedziała im, co to ten liberalizm jest, to by cię ci ludzie zabili śmiechem.
marta.luter
19 stycznia 2012 w 20:03
Arturze,
Niepotrzebnie się złościsz. Wikipedia podaje definicję i przybliża ludziom zrozumienie tego , co cechuje liberałów.
Mówisz ,że nikogo nie obchodzi co lubi liberał.
A dlaczego tylko on?
Równie dobrze może nikogo nie obchodzić o czym marzy lewicowiec a nawet , o zgrozo konserwatywny katolik:) Też inni mogą nim gardzić. Sądzisz ,że to jest dobra droga?
Indywidualizm i niechęć do kolektywizmu nie oznacza , że taki człowiek nie jest zdolny
współpracować z innymi gdy jest taka potrzeba. Wprost przeciwnie.
Dlatego też liberałom , mimo różnic , bliżej jest do prawicy niż do lewicy.
Podoba Ci się kolektywizm?:)))
Jeżeli nie chcesz , mogę tu nie zaglądać.
Pozdr
djans
19 stycznia 2012 w 21:58
Jako że się toczy publicznie, się wtrącę.
Nicek pisze: Albo jest tak, że się zakasuje rękawy i to zakasuje rękawy kolektywnie (bo inaczej bez sensu) i się wywalczy wolność dla siebie i swoich bliskich i wtedy można sobie być indywidualistą i odrzucać kolektywizm, jeśli akurat to się lubi.
Marto, bodaj w Myślach o Dawnej Polsce Jasienica, powołując się na przykład Biskupina, dowodził, że we wczesnym średniowieczu, z powodu podobnych uwarunkowań techniczno-materialnych, nie mógł istnieć zamordystyczny absolutyzm znany z czasów Renesansu. Upiera się, że wówczas i tylko wtedy funkcjonowało w praktyce to, co powykrzywiali w swoich projektach. Otóż budowniczowie takiej Biskupińskiej osady musieli ją wznosić kolektywnie, przy czym społeczność była na tyle mała, a ewentualne środki przymusu na tyle prymitywne, że nie mógł istnieć podział na panów i rabów.
Dopiero postęp techniczny dał jednym złudzenie, że mogą, wykonując jakiś wolny zawód, żyć sobie gdzieś na kraju społeczeństwa, jako te trutnie, które wyciągają ile potrzeba, a wkładają ile im się chce.
marta.luter
19 stycznia 2012 w 23:21
„Absolutystyczny zamordyzm” nigdy w Polsce nie istniał.
Pod zaborami już tak.
Czasy się zmieniają , poszerza się strefa wolności i nie da się tego zmienić.
Nie ma powrotu do „sielskich klimatów” dawnych Słowian czy mniej sielskiego Dzikiego Zachodu.
Nie wiem skąd się wzięła moda ostatnio upatrywać wroga akurat w liberaliźmie.
To ,że na Salonie24 bywają nieco egzotyczni jego wielbiciele o niczym nie świadczy.
Nawet o tym ,że nie „staną ” gdy będzie taka potrzeba.
Trochę umiaru.
„Nicek pisze”. Wiem co Nicek pisze. Nie jest Prorokiem:)))
Pozdr
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 08:58
Jak nie jestem Prorokiem?!?!?!?
Jakbyś była chłop, to bym się spytał, czy chcesz się bić?
djans
20 stycznia 2012 w 10:44
Niestety, ale lokalnie istniał: na Ukrainie, gdzie odcinające się kulturowo od podglebia elity z jednej strony pozwalały niesłowiańskim zarządcom swoich majątków okradać siebie, a lud ciemiężyć do niemożliwości, z drugiej zaś, powodowane kontrreformacyjnymi rojeniami Wazów dopuszczały się prześladowań na religijnym tle. Ale to tak offtop.
Z Nickiem to jest ten problem, że nie lubi się barokowo onanizowac, jak jakiś coryllus, czy inny Łysiak, raczej jak Hłasko, albo instruktor Krav-Magi – stawia na maksimum efektu, przy minimum nakładu. Przez co ścina zakręty, a w dodatku po neoficku najzajadlej kąsa tych, do których ma najbliżej
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 14:04
Djansu,
ale dlaczego po neoficku? Ja kiedyś byłem liberałem?
Przecież do dziś przyznaję, że w gadkach, dla ułatwienia, określam się mianem „konserwatywnego liberała”, tyle że to jest ścięcie zakrętów wszelkich, ale jeśli pamiętasz jeszcze mojego blogasa na s24, to on miał to hasło ze strzelaniem do lewaków i to chyba nie było specjalnie liberalne, czy było?
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 08:29
Marto,
skąd pomysł, że ja się złoszczę?
Poleciałem wikipedią, żeby się ogarnąć w jednym tekście. To, co zrozumiałe, uniemożliwia drążenie tak głeboko, jak by się chciało. Niemniej- co zarzucisz mojemu tokowi rozumowania?
Dlaczego jadę po liberalizmie a nie po socjalizmie? Z prostej przyczyny- ci zakochani w liberalizmie mają dobre intuicje. Ich da się naprostować, czego nie da się już powiedzieć o socjalistach. Choć też nie wsystkich. Mnie np. znacznie bliżej do Krzyśka Wołodźko, który jest lewica czysta (ta socjalna właśnie), niż do liberałów. Wołodźko bowiem opiera swój pogląd na relacji z drugim człowiekiem (mniejsza teraz, że ten jego pogląd mam za krzywy), liberał zaś pozostaje w relacji osobistej z abstraktem. Z niczym.
I spróbuj mi tu nie zaglądać, to się wezmę i dopiero wścieknę.
Mimochodem
19 stycznia 2012 w 10:39
Jeśliby traktować na poważnie liberalizm(czy idąc dalej- libertianizm),tzn jako ideę polityczną, możliwą do urzeczywistnienia w skali przekraczającej gromadki, to dla mnie jest oczywiste, że droga by wiodła przez globalno-totalitarny system polityczny, równie dobrze(a raczej, co gorsza) mógło by to być finalne ustrojstwo polityczne podlegające tylko korektom personalnym na szczytach władzy.
I to wszystko ustanowiony przez przeciwników liberalizmu.
No bo w ostatnim rozdaniu/ostatniej polaryzacji mielibyśmy do czynienia ze zwolennikami i przeciwnikami liberalizmu, czyż nie?
Biorąc pod uwagę możliwy stopień zorganizowania, decyzyjności, kontroli nad infrastrukturą, zasobami energetycznymi etc, etc, jednych i drugich, nie trudno się domyśleć, kto by dostał w dupę i kto kogo by sobie podporządkował( w wersji optymistycznej).
Zatem Ci panowie, potencjalnie, szykują nam huxley’owskie piekiełko, i żadne to pocieszenie, że z liberałami w roli niepożytecznych idiotów i ofiar.
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 08:01
Zgoda.
Jajcenty
19 stycznia 2012 w 12:14
izmy sralizmy,
Najprościej byłoby chyba na Dekalogu wszystko oprzeć. Jest tam przestrzeń dla pracy wspólnej i jest miejsce na to, że każdy człowiek jest inaczej stworzony. A hierarchia jest czymś cholernie naturalnym.
Dobre było średniowiecze – jasność hierarchii i niesamowity rozwój gospodarczy, świetna w porównaniu z dzisiejszą np. pozycja kobiet, kwitnąca nauka itp. Długo by pisać.
Tak uważam.
Siwo Mgła
19 stycznia 2012 w 17:43
Popieram, popieram! Zerknij Waszeć niżej zresztą, na porównanie bardzo średniowieczne, że Chrystus to Suweren, my – wasale, a chrześcijaństwo to właśnie więź Króla i Jego ludzi, a nie „chrześcijanizm” jakiś. Konkret, a nie rozmyte „ple ple”. Ktoś kiedyś wydał jakąś książeczkę „Nowe Sredniowiecze”, o ile się nie mylę?
Zresztą, porównajmy wariant węgierski. Mówi się, że Orban zachęcał ludzi do zbierania się, stowarzyszania, do przezwyciężenia chorego indywidualizmu „każdy sobie”, a takie działanie to wyłanianie się lokalnych liderów i gromadzenie się ludzi wokół nich. Efekt – zmiana władzy.
Była wyżej mowa też o mafiach i takich, co nie chcieli, a musieli zostać przywódcami. Mediewiści wiedzą, że mafia jest oparta na średniowiecznych rozwiązaniach, na lojalności osobistej. Mafia, jak by nie oceniać pewnych jej metod, potrafi działać bardzo skutecznie w wielu dziedzinach. Lepiej od legalnej władzy! Ciekawe tylko, czemu wszyscy tylko potępiają mafię, zamiast zastanowić się nad tajemnicą skuteczności i zastosować w praktyce i w dobrej sprawie sprawdzone dobre modele działania?
Albo taki problem z nepotyzmem czy układami. Z tym się nie wygra, bo to tkwi w ludzkiej naturze, popieranie swoich. Chcąc wysadzić z siodła jeden układ, trzeba zbudować własny, silniejszy lub sprytniejszy.
W średniowieczu takie właśnie było podejście, oparte na osobistych więziach. I, jak przypomniałeś słusznie, owocowało to rozkwitem. Dziękuję za przywołanie średniowiecza. Dużo nam się uczyć od ówczesnych ludzi!
djans
19 stycznia 2012 w 22:21
Owa serialowa mafia i jej lider wbrew sobie, na który to przykład się powołuję, to IMHO podana w zjadliwej otoczce lekcja historii z okolic wieków ciemnych, pomiędzy zgniciem administracji rzymskiej, a krystalizacją feudalnej. Serialowi mafiozi, owszem, zbierają rekiet od swoich sąsiadów – jak oni potomków irlandzkich emigrantów, częstokroć brutalnie, ale z drugiej strony chronią dzielnicę od przejęcia przez pobliską mafię włoską.
A z tym doktrynalnym liberalizmem, nawet jeśli idzie o takie rzeczy, jak wolność religijna, to najlepiej widać jak się wychodzi na przykładach średniowiecznych właśnie. Jak skończyli liberalni Słowianie połabscy, a jak siłą nawracani Polanie.
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 08:05
Pewnie dlatego średniowiecze jest robione na złego Mzimu przez wszystkich tych postępowych cudaków, żeby nie było skali porównawczej. Zauważ, że nam się prezentuje ten okres nie jako coś kompletnie kulturowo odmiennego od współczesnego nam syfu, ale jako takie gorsze teraz, gdzie przeniesiona zostaje na tamten okres współczesna siatka pojęciowa, która tam jest tak samo pasująca, jak zęby w dupie. To, co oczywiste, wynika z samej idei postępu. No a jak postęp, to wiadomo, że skoro teraz jest już całkiem nieźle w drodze do wiecznego szczęścia ludzkości, to wcześniej musiało być gorzej. To bełkot. A my tu postępacki bełkot puszczamy w kiblu.
maniek z pomorza
20 stycznia 2012 w 12:32
Ostatnim feudalnym państwem w Europie była niejaka Rzeczypospolita Obojga Narodów. Co prawda dziś propaganda zwie to górnolotnie „demokracją szlachecką”, ale był to najpospolitszy feudalizm, jak skończył ten kraj wszyscy wiemy.
djans
20 stycznia 2012 w 13:40
Ty może najpierw doczytaj czym się różnił zachodnioeuropejski feudalizm od stosunków społecznych na ziemiach polskich, potem coś jeszcze o wolnej elekcji. Nie zapomnij również sprawdzić kiedy upadł ustrój feudalny w jego francuskiej kolebce, oraz kiedy skończyła się I RP.
Na koniec upewnij się, czy Wyspy Normandzkie leżą poza Europą.
Siwo Mgła
19 stycznia 2012 w 17:27
Nicek, napisałeś, by każdy pracował na własne nazwisko i dokonania (dużo wyżej gdzieś tam) i od razu skojarzyło mi się, że nawet w interesach większe zaufanie mamy do firmy pod nazwiskiem szefa, właściciela, niż do jakichś Hortexów, czy innych Exów. Spożywczak „U Dąbrowskiego” czy mechanik samochodowy, co ma na szyldzie wypisane własne nazwisko – od razu wiemy, o co chodzi: taki gość bierze odpowiedzialność za swoje wytwory, pracę itd. i w razie reklamacji wiadomo, kogo opyszczyć
Nawet ze względów marketingowych zostawiono nazwę np. Wedel, bo budzi większe zaufanie, kojarzy się z tradycją, osobistym podejściem itd.
Nie rzucaj we mnie butem za to, co teraz powiem, bo Twoje podejście to moim zdaniem też taki sympatyczny „izm”: personalizm mianowicie. Taki pogląd, że osoba ludzka jest decydująca… Poważnie mówiąc, personalizm jest trochę taki ach, och, ale już nie będę się w tym grzebać, bo zgodzę się z Tobą, że „izmy” to nudne bajki w gruncie rzeczy. „Tylko prawda jest ciekawa”. Tylko człowiek jest ciekawy. Zdrowiej iść za człowiekiem, niż za ideologią. Nota bene: chrześcijaństwo to też nie ideologia, nie system, nie filozofia. To więź osobista z Chrystusem jako Panem (wolność wyboru Pana), jak w średniowieczu więź wasala z suwerenem. Kościół to hierarchiczna struktura takich wasali i dobrowolnych poddanych Chrystusa. Dobrze rozumiem, do czego zmierzają Twe wywody?
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 08:10
Bardzo dobre rozumiesz, dokąd zmierza to moje gadanie. I jasne, że chodzi o personalizm. CHrześcijański personalizm, żeby być ścisłym, a ten jest budowany właśnie w ramach hierarchicznej relacji wasal- suweren. Osobistej. Ja tego personalizmu nie wyodrębniam, bo to jest kastracja, on jest wszak immanentną częścią chrześcijaństwa i nie da się go wyekstrahować. To znaczy, da sie, ale wtedy on zamienia się w brednię. Bo w czym miałby być umocowany po takiej ekstrakcji? BTW tego własnie nie rozumie większość ludzi, tego co napisałaś, że chrześcijańśtwo to ani filozofia, ani ideologia, ale osobista relacja z Bogiem. Tu nie ma miejsca na -izmy.
Huaskar
19 stycznia 2012 w 18:16
Z hierarchia jest sprawa oczywista. To dziala zawsze i wszedzie. Zobaczcie lewakow: chociaz belkocza cos o jakichs parytetach i innych cudactwach, sami dzialaja w sposob scisle shierarchizowany. Bo chyba nikt nie watpi, ze jakis szeregowy tow. Szmaciak ma tyle samo do powiedzenia co L.Miller czy A.Kwasniewski?
Podobnie z lemingami. Non-stop gadanina o rownosci itd, ale jak zaczyna mowic Michnik czy Bartoszewski to stoja na bacznosc i zaden nawet nie pisnie. Wiec swoje miejsce w szeregu doskonale znaja. Mozliwe ze to co ich do PO ciagnie to fakt, ze oni w tej ich dziadowskiej hierarchii wydaja sie stac calkiem wysoko. No bo kim by byli, gdyby rzadzil np. Pilsudski?
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 08:19
Bo taka jest min. istota lewicowego kłamstwa, żeby przykryć nim ten prosty fakt, że pod tym kłamstwem oni sami budują swoje struktury hierarchiczne i rzetelnie trzymają się rzeczywistości wszędzie tam, gdzie nie ględzą, a działaja. Ich ideologia, poza tym, że ma im łowić narybek, który po obróbce trafi do ich hierarchii, jest po to, żeby nas rozbić, zamącić nam obraz i uniemożliwoić widzenie spraw takimi, jakie są.
Huaskar
20 stycznia 2012 w 13:53
Tak poza tematem,
wczoraj albo przedwczoraj przez jakis czas strona miala inny wyglad, o wiele fajniejszy i bardziej czytelny. Czy moglbys do tego wrocic? Albo chociaz dac opcje na czytanie w takim layoucie?
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 14:16
Opcji się nie da, ale tak to będzie niedługo wyglądać. Testowałem sobie. Jak się już pozbieram, to wyłaczę blogasa na dobę i go przemebluję od góry do dołu. A w związku z tym, że oprócz mnie i Gacusia będzie tu też Timmy (a może ktoś jeszcze), to mam zamiar postawić to jako multiuser, czyli trochę tak, jakby każdy z nas miał swoją osobną stronę/bloga, ze wspólną SG na która trafiają teksty. Tyle, że to wymaga trochę podłubania i niespecjalnie mi się chce na razie. Myślę jednak, że warto będzie. Przy okazji wyniosę stronę poza Jewropę, pewnie na serwer w Panamie, który tam sobie stoi i się kurzy
To jest dobry moment, żeby zaprosić do zabawy innych. Chyba.
Siwo Mgła
20 stycznia 2012 w 15:58
Bardzo dobra myśl! Kiełkuje nam tu konkurencja dla S24? Trzech TAKICH blogerów, panie, to już potęga! Palce lizać! Popieram i zachęcam.
Huaskar
20 stycznia 2012 w 16:25
Juz dawno powinienes to zrobic. Tak trzymac!
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 17:46
Siwo Mgła,
ha! To jak tak, to przenoś swojego blogasa tutaj.
Artur M. Nicpoń
20 stycznia 2012 w 17:48
Temat musi dojrzeć zawsze, nie ma się co wyrywać
djans
21 stycznia 2012 w 21:58
Fajne zmiany. Kolumna komentarzy – tego mi brakowało, zwłaszcza gdy zaglądałem nieregularnie; ciężko było szukać odpowiedzi nawet na swoje własne komenty, jeśli były starsze. Dobrze też, że komentarze się rozgałęziają na kształt korzeni – większa przejrzystość kto do kogo pisze.
Ja bym ewentualnie – dla przyspieszenia ładowania stronki i estetyki, zwinął komentarze do samych nagłówków, albo z tych nagłówków wyprowadzał linki. Jak to było sto lat temu na forum NCzasu!
Ale generalnie – na plus.
(W Operze i FF button „ODPOWIEDZ” źle się wyświetla.)
Artur M. Nicpoń
22 stycznia 2012 w 01:28
W chrome też się źle wyświetla. W chrome nie widać też tej kolumny komentarzy obok najnowszych tekstów i slidera. Nie wiem czemu.
Będę musiał to sobie dobrze przejrzeć wszystko.
Siwo Mgła
22 stycznia 2012 w 18:14
Dzięki, Nicku, za zaszczytną propozycję przeniesienia bloga na Twoje terytorium. Proszę jednakoż o e-mail ze szczegółowym pouczeniem technicznym, jak to zrobić.
Artur M. Nicpoń
22 stycznia 2012 w 19:00
Spoko, zaraz ci szrajbnę na mailu co i jak